kobieta · lifestyle · Praca

Jestem Flebotomistą!

Przed przeczytaniem tego tekstu, proszę zapoznaj się z definicją słów: humor, ironia, sarkazm lub skonsultuj się z językoznawcą lub autorytetem w dziedzinie filologii polskiej, gdyż tekst niewłaściwie zrozumiany, zagraża Twojemu humorystycznemu podejściu do życia 🙂

Jestem flebotomistą. Nie, nie lobotomistą! Nie grzebie w mózgach, ani nie otwieram czaszek. Po prostu pobieram krew. Skończyłam szkołę, w której uczyłam się dzień po dniu, jak prawidłowo pobierać próbki krwi. Zdałam egzamin i otrzymałam dyplom, który pozwala mi na wykonywanie zawodu. Więc stwierdzam nieskromnie, że jestem w tym bardzo dobra 😛

Zajmuję się flebotomią od kilku lat, i miałam przyjemność pracować w służbie zdrowia zarówno w Polsce, jak i w Irlandii. Bardzo lubię swoją pracę, choć muszę przyznać, że nie zawsze jest pięknie i kolorowo. Czasem mam już tak dość, że na poważnie myślę o zmianie zawodu. Są jednak dobre dni i chwile, kiedy nie mamy zbyt dużo pacjentów, ktoś powie coś tak miłego, że do wieczora mój poziom energii sięga 100%, albo praca idzie tak gładko i szybko, że mogłabym machnąć jeszcze nocną zmianę, jakby była taka możliwość. Ale ja nie o tym chciałam pisać. Chciałam się z Wami podzielić tymi najbardziej denerwującymi momentami, w których czasem od godziny 8 rano myślę o tym, by wychylić drinka..Są to zdania, które pacjenci wypowiadają bez zastanowienia, myśląc sobie jak bardzo są zabawni, albo, że bardzo pomagają informacją, którą się ze mną dzielą. No to zaczynamy!

Znalezione obrazy dla zapytania phlebotomist jokes
obraz pochodzi ze strony Pinterest

 

Znalezione obrazy dla zapytania phlebotomist jokes
obraz pochodzi ze strony Pinterest
Znalezione obrazy dla zapytania phlebotomist jokes
obraz pochodzi ze strony Pinterest

 

  1. Miejsce numer jeden zajmuje pytanie: „Czy jesteś w tym dobra?”. Moja odpowiedź będzie brzmiała tak samo głupio, jak Twoje pytanie. Nie, nie jestem w tym dobra, w zasadzie jest to mój pierwszy dzień, ale nie przejmuj się jak nie trafię za pierwszym razem, będę próbowała do skutku, mamy czynne do 5, także jest mnóstwo czasu..To co? Rękaw w górę, rękę zacisnąć proszę i pobieramy 😀
  2. Miejsce drugie zajmuje stwierdzenie: „Nie mam żył”. Zapewniam Cię, że masz żyły, masz ich całe mnóstwo! Jakbyś ich nie miał, byłbyś wybrykiem natury i dziwakiem 😀 , i nie było by Cie tutaj, bo byś nie żył. End of the story….
  3. Miejsce trzecie, zajmują słowa niezadowolenia, kiedy widzisz mnie rano typu: ” Idź stąd, wynocha, sp#$%@#aj, nie chcę Cię widzieć, znowu Ty?!” Wiesz co? Ja też nie chcę Cię czasem widzieć, szczególnie rano, zaraz po obudzeniu, zanim weźmiesz prysznic, z oddechem, przy którym muszę wstrzymywać swój własny, do momentu kiedy prawie się duszę, bo nie mam odwagi zaczerpnąć powietrza… Ale jestem tutaj, Ty tu też jesteś, więc po prostu wyprostuj rękę, pozwól mi wykonać swoją pracę i po kłopocie 😀
  4. Miejsce numer cztery, zajmuje stwierdzenie: „Bardzo ciężko pobrać”. W większości przypadków, wcale nie jest ciężko, to, że nie widać żył, wcale nie znaczy, że jest ciężko pobrać krew, to po prostu znaczy, że ich nie widać. Może kiedyś w przeszłości, ktoś kto udawał, że jest w tym dobry, próbował swoich sił, a jak się nie udało, żeby zachować twarz powiedział, że ciężko pobrać, albo, że masz cienkie żyły…Pamiętaj, że jestem profesjonalistką, dostałam tę pracę, bo jestem dobra w tym co robię, jakbym nie była dobra, nie było by mnie tutaj  😉
  5. Miejsce piąte, zajmują żarty o podtekście seksualnym, typowego polskiego Janusza, którego znajomość języka angielskiego, opiera się znajomości słów jes i noł 😉 Ale jak mnie widzi, to zapyta, czy usiądę mu na kolanko, bo na pewno szybciej wyzdrowieje.. Panie Januszu, nie usiądę ani na kolanko, ani obok kolanka, w ogóle obok pana nie usiądę, to, że pytam o imię i datę urodzenia, nie znaczy, że Pana podrywam! Przy okazji, jak przyjdzie pielęgniarka i zapyta czy chce pan słomkę żeby napić się wody, to proszę ładnie podziękować i powiedzieć, że wyciągnie ją Pan sam…. z własnego buta.. 🙂
  6. Miejsce szóste,zajmują przezwiska..”Wampir, córka Drakuli, blood sucker”. Zapewniam Cię, że nie śpię w trumnie, nie ginę od widoku krzyża, czosnku, czy od kropel święconej wody… (A przy okazji, kiedy idziesz do lekarza, to też wyzywasz go od znachorów?) Po prostu wykonuję swój zawód, i bardzo irytują mnie przezwiska, w dodatku głupie.. 😉
  7. Miejsce siódme, zajmuje stwierdzenie: „Ale masz szczęście!” , zaraz po tym jak pobiorę Twoją krew, a wcześniej usłyszałam od Ciebie, że „będzie ciężko pobrać”. Zapewniam Cię, że nie miałam szczęścia, powtarzam po raz kolejny, że to kwestia moich umiejętności, a nie szczęścia… 😛
  8. Miejsce ósme, zajmuje prośba o użycie motylka….Motylki są przeznaczone dla osób o naprawdę ciężkich żyłach, dla ludzi po chemioterapii, którzy są ciężko chorzy a żyły bardzo zniszczone.. To nie jest koncert życzeń! Mamy takich samych rozmiarów inne igły,  których możemy użyć, zamiast motylków. Naprawdę, naszą misją nie jest sprawianie bólu specjalnie, bo mamy zły dzień, bo taki jest nasz kaprys.. Jesteśmy tu, by najlepiej wykonać swoją pracę i jak najbardziej komfortowo dla pacjenta. Po prostu zaufaj mi, w końcu płacą mi za dźganie ludzi 🙂
  9. Miejsce dziewiąte, zajmuje stwierdzenie: „Nie jesteś w tym dobra”, kiedy nie trafię w żyłę. W takiej chwili, nie tylko podnosisz moje ciśnienie, sprawiasz, że ręce zaczynają mi się trząść z nerwów i zapewniam Cię, że w takim stanie mogę nie trafić w żyłę po raz drugi.. Nie, nie dlatego, że mam ochotę Cię ukarać za Twoje słowa, tylko dlatego, że się denerwuję, bo Twoje słowa sprawiły, że przez ułamek sekundy wątpię w swoje umiejętności, a muszę wtedy udawać, że Cię lubię i być dla Ciebie cały czas miła.. 😀 😛
  10. Miejsce dziesiąte i ostatnie, zajmuje pytanie: „Ale dlaczego znowu mi pobierasz krew?!Dlaczego?!Nie rozumiem?! „. Ja też nie rozumiem! Jetem tylko tutaj, by pobrać próbkę, nie jestem lekarzem, nie znam historii Twojej, choroby ani wyników poprzednich badań. Bez względu na to ile razy przyjdę pobrać Twoją krew, nigdy nie będę wiedziała dlaczego. To wie tylko osoba, która zleca badanie. Poza tym skoro jesteś w szpitalu, to znaczy, że coś Ci dolega, a badania robi się po to, by dowiedzieć się co, i jak można Ci pomóc  🙂
Znalezione obrazy dla zapytania phlebotomist jokes
obraz pochodzi ze strony Pinterest
Or phlebotomist porn ;):
obraz pochodzi ze strony Pinterest

Mimo wszystko lubię swoją pracę. Spotykam tam całe mnóstwo ludzi, z którymi rozmowa jest czystą przyjemnością. Ludzi, dla których moje słowa pocieszenia, kiedy mają gorszy dzień czy wysłuchanie tego co leży im na sercu, sprawia, że zaczynają się uśmiechać. Ludzi, którzy na mój widok, mimo tego, że jest to bardzo wczesna godzina, uśmiechają się, i zwyczajnie cieszą się, że mnie widzą. Albo takich, którzy spotykając mnie na szpitalnym korytarzu, lub poza szpitalem, podchodzą przytulają i pytają się co słychać? Jestem pewna, że Ty w swojej pracy, też masz takie sytuacje, w których jedynym wyjściem jest uśmiech i powtarzanie sobie: jutro będzie lepiej, jutro będzie lepiej!  😀

P.s. 1.Podczas pisania tego tekstu, nie ucierpiał żaden pacjent, ani jego żyły, ani jego godność 😀 😀 😀

P.s.2. Pisząc ten post, nie miałam zamiaru nikogo obrazić, urazić, czy sprawić przykrość, po prostu uważam, że odrobina czarnego humoru, nikomu nie zaszkodzi 😛

Reklamy
DIY · handmade · kobieta · lifestyle · pasja · shabby chic

Shabby chic, czyli przedmioty z duszą.

Przez ostatnie kilka tygodni, zmuszona byłam zostać w domu. Przyznam, że udało mi się odpocząć i naładować baterie , które przez ostatnie miesiące były już mocno wyczerpane. Zaczęłam wymyślać sobie różne zajęcia. Umyłam okna i kto mnie zna wie, że jak Pękalska myje okna, to coś jest na rzeczy 😀 Upiekłam nawet kilka ciast, które wyszły wyśmienicie (ostatnio stałam się mało skromna, ale jak coś jest dobre, to dlaczego mam się nie pochwalić 🙂 ). Ale wolnego czasu miałam dość dużo i szukałam sobie coraz to nowszych zajęć i inspiracji, żeby nie oszaleć z nudów.

Szperając w czeluściach internetu, natknęłam się na przerabiane meble w stylu Shabby Chic. Shabby, oznacza stary, zniszczony, zdarty, a Chic, oznacza szyk, czyli w skrócie Stary Szyk. Prekursorką tego stylu, jest projektantka Rachel Ashwell i to dzięki Jej pomysłom, do dekoracji wnętrz, używa się starych lub specjalnie postarzanych mebli. Kolory, które dominują w tym szyku, to wyblakłe żółcienie, akwarelowe błękity czy pudrowy róż, a także brązy, wypłowiałe szarości i czernie.

Meble czy dodatki w stylu Shabby Chic, muszą wyglądać tak jakby bardzo stare, podrapane, poprzecierane i popękane. Zamknij oczy i wyobraź sobie, że jesteś na strychu w domu swojej Babci. Otwierasz drzwi, a tam stoją stare krzesła, komody, kredensy, lustra i ramy na zdjęcia. Wszystko to czeka tylko, by wykazać się kreatywnością i tchnąć trochę życia, w te nadszarpnięte upływającym czasem przedmioty.

Zerknęłam na swoją półkę, i mój wzrok zatrzymał się na starej skrzynce na biżuterię. Miała nieciekawy kolor, w tonacji brązu. Pomyślałam, że fajnie by było przerobić ją na stary styl.

DSC_0541

Szybko wybrałam się do sklepu  i kupiłam :

DSC_0547
dwie puszki farby kredowej do mebli, w kolorze antycznej bieli i grafitowym
DSC_0551
papier ścierny i mały pędzelek
DSC_0554
świeczki

Skrzynkę najpierw wyczyściłam wilgotną ściereczką, potem poprzecierałam w kilku miejscach papierem ściernym żeby zdrapać lakier, następnie pomalowałam całą na kolor grafitowy. Kiedy wyschła, kawałkiem świeczki, porządnie posmarowałam krawędzie i ściany skrzynki, szczególnie tam, gdzie mają być przetarcia, dla lepszego efektu. Potem skrzynkę pomalowałam na biało i poprzecierałam drobnoziarnistym papierem ściernym.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Muszę przyznać ( znowu nieskromnie, ale wybacz dumna z siebie jestem 🙂 ), że z efektów jestem całkiem zadowolona. Skrzynka wygląda jak z minionej epoki, taka, która kryje w sobie niesamowite sekrety. Zanim skończyłam przerabiać moje pudełko na biżuterię, zaczęłam malować też starą szafę, która stoi przy drzwiach wejściowych do mojego domu. Córka schodząc rano na śniadanie, skwitowała krótko: Jezus Maria, teraz będziesz cały dom przerabiać?! Kto to wie, może odkryłam w sobie nowy talent 🙂

DSC_0666

 

 

DSC_0667

 

 

DSC_0693

 

DSC_0694

 

DSC_0696

 

DSC_0699

 

DSC_0698

 

Inspiracje czerpałam ze strony zrobiszsam.pl

Gibraltar · kobieta · lifestyle · podróże · styl bycia · Wakacje · wakacje z dziećmi · wspomnienia

Gibraltar-جبل طارق – Dżabal al-Tarik, „góra Tarika”

Wycieczka na Gibraltar jest jedną z moich ulubionych. Ten mały region świata, znajduje się na powierzchni 6,55 km² i kryje w sobie niesamowitą historię. Ponieważ jest to terytorium zamorskie należące do wielkiej Brytanii, władzę nad nim sprawuje Królowa Elżbieta II. Po jego wschodniej części znajdują się zatoki Sandy oraz Catalan Bay, część zachodnią zamieszkuje większa populacja miasta. Ogromną powierzchnię, zajmuje skała Gibraltarska, w której znajduje się około 150 jaskiń. Jednak naturalnych formacji jest 78, reszta to sztuczne tunele i komory, wykute przez ludzi.

DSC_0633

gibraltar-890293_1920

Punktualnie o 7:30 rano, podjeżdża po nas autokar. Jesteśmy jednymi z pierwszych pasażerów. Siadamy tuż za fotelem kierowcy, żeby lepiej widzieć, zapinamy pasy i w drogę! Przez kolejną godzinę, podróż dłuży nam się niemiłosiernie. Zatrzymujemy się bowiem co chwilę, żeby zabrać kolejnych uczestników wycieczki. Kiedy autokar jest już pełen, wjeżdżamy na autostradę i teraz możemy już nacieszyć oczy przepięknym wschodem słońca. Niebo mieni się kolorami czerwieni i purpury, jest cudownie! Wybrzeże Costa del Sol, jest niemal puste. Nieliczni amatorzy porannego wstawania, spacerują po piaszczystych plażach, rozkoszując się symfonią morskich fal uderzających o brzeg.

Podczas 2 godzinnej podróży, udaje mi się nawet zdrzemnąć. Oddałabym wszystko za kubek mocnej kawy 🙂 Dojeżdżamy na miejsce i zatrzymujemy się przed kontrola graniczną. Paszporty zostają sprawdzone szybko i sprawnie. Przejeżdżamy przez ogromną płytę lotniska, na której wydzielona jest ulica, łącząca centrum miasta z przejściem granicznym Hiszpanii. Podczas startu i lądowania samolotów,  jest zamykana na około 10 minut.

Kiedy wchodzimy na główną ulicę w centrum, jestem zszokowana! To nie tak miała wyglądać nasza wycieczka! Jest tu pełno sklepów, ulica zatłoczona, wszędzie gwar i hałas. Dla mnie atrakcją miała być ogromna skała i jej historia, jaskinia, małpy, pomnik Generała Sikorskiego i Afryka ( co prawda oddalona o jakieś 20 kilometrów, ale lepszy rydz nisz nic 😀  ) . Dopiero potem dowiedziałam się, że między innym właśnie na handlu, opiera się obecna ekonomia Gibraltaru. Dlatego zamiast rajdu po sklepach, skupiam się głównie na fotografowaniu ciekawych miejsc ( i ciekawych osobistości 🙂 ).

DSC_0652
nie pytaj mnie jak on to zrobił, ja też nie zapytałam 🙂

Uciekamy od zatłoczonych ulic i docieramy do ciekawego miejsca zwanego Landport Tunnel. W przeszłości była to jedyna droga by dostać się z lądu do fortyfikacji, dlatego bardzo dobrze jej strzeżono i odpowiednio wzmocniono. Po odbiciu terytorium z rąk Hiszpanii, do obrony tego miejsca użyto aż 20 armat!

Nasz przewodnik jest już gotowy i małym busem zabiera nas na Skałę Gibraltarską. Wjeżdżamy w bardzo wąski tunel, w którym ledwo co się mieścimy, nasz kierowca ma jednak duże doświadczenie i unikamy jakichkolwiek zadrapań. Następny tunel jest o wiele większy, nie tak klaustrofobiczny jak poprzedni. Kiedy z niego wyjeżdżamy na horyzoncie ukazują się nam góry Atlas w Maroku! Wow!Afryka na wyciągnięcie ręki!

DSC_0703

 

Kiedy wysiadamy rozglądamy się wokół, szczęki trzeba zbierać z ziemi, widoki są naprawdę oszałamiające! Jest przepięknie!

Pierwszym miejscem które zwraca naszą uwagę, jest Europa Point, jest to najbardziej wysunięty na południe punkt Gibraltaru. DSC_0707

Przepiękna latarnia morska zbudowana przez Alexandra Woodforda w latach 1838- 1841. W pełni zautomatyzowana w 1994 roku. Jej światło widać z odległości 27 km.

DSC_0713

Meczet Ibrahim al Ibrahim, zwany również meczetem Króla Fahd bin Abdulaziz al-Saud. To przepiękna, biała budowla skierowana frontem w stronę Maroka, której minaret ma 71 metrów wysokości. Był to prezent od Króla Arabii Saudyjskiej. W meczecie znajduje się szkoła, biblioteka i czytelnia.

Pomnik generała Władysława Sikorskiego, który zginął 04.07.1949 roku w katastrofie lotniczej na Gibraltarze.

Znowu wsiadamy do busa i wąską drogą wjeżdżamy coraz wyżej. Docieramy do miejsca, z którego widać przepiękną panoramę Gibraltaru, port i Hiszpanię.

DSC_0747

Spotykamy też pierwsze makaki 🙂 To jedyne małpy w Europie, które żyją na wolności. Legenda mówi, że jeśli któregoś dnia magoty znikną, Wielka Brytania utraci na zawsze Gibraltar. Podczas naszej wycieczki małpy były spokojne i trzymały fason 🙂 Trzeba jednak uważać, bo są to jednak dzikie zwierzęta i mogą podrapać lub pogryźć. Są także bardzo ciekawskie i chwila nieuwagi może kosztować utratę plecaka 🙂 Ich populacja obecnie wynosi ok. 230 makaków, które żyją w rezerwacie przyrody.

Docieramy do przepięknej jaskini Św. Michała, która obecnie używana jest jako sala koncertowa. Składa się ona z rozległej sieci tuneli a także dwóch mniejszych jaskiń. Jestem jednak zawiedziona, że takie piękne miejsce zostało naruszone działalnością człowieka. Kolorowe światła we wnętrzu jaskini, kompletnie nie przypadły mi do gustu.

DSC_0761
makak gibraltarski sprawdzał bilety wstępu do jaskini 🙂

Cała wycieczka niemal dobiega końca, jeszcze ostatni rzut oka na piękną panoramę Gibraltaru, kilka zdjęć i niestety czas wracać. Nasz przewodnik był bardzo sympatyczny i z dużym poczuciem humoru, cała wyprawa z nim była piękną przygodą!

DSC_0884

Caminito del Ray · kobieta · podróże · Wakacje · wakacje z dziećmi · wspomnienia

Ścieżka Króla.

El Caminito del Rey, zwana także ścieżką Króla, do niedawna była jedną z najbardziej niebezpiecznych tras trekkingowych świata. Czyli wisienka na torcie dla miłośników adrenaliny i mocnych wrażeń. Osobiście zdecydowałam się wybrać w te rejony Andaluzji, aby zmierzyć się z jednym z moich największych lęków-lękiem wysokości. Zupełnie przypadkiem natknęłam się na fenomenalne zdjęcie w internecie, kiedy sprawdzałam, jakie atrakcje czekają na nas w Hiszpanii. Pomyślałam wtedy WOW! Ta wycieczka, zdecydowanie znajdzie się na mojej liście „must do”.

El Caminito Del Ray, powstała w latach 1901-1905. Betonowe chodniki zawisły na wysokości 100 m, nad klifami rzeki Guadalhorce w Parku Narodowym Desfiladero de los Gaitanes, w hiszpańskiej prowincji Malaga, niedaleko miasteczka El Chorro. Ścieżka służyła głównie do transportu materiałów potrzebnych do budowy zapory wodnej, a także, by monitorować prace budowlane. Król Alfons XIII przeszedł tę trasę w roku 1921 w czasie uroczystości otwarcia Conde del Guadalhorce. To właśnie wtedy, ludzie zaczęli nazywać tę trasę „Ścieżką Króla” i ta nazwa obowiązuje do dziś.

DSC_0046
Ścieżka liczy sobie ponad 100 lat, w związku z czym, działalność ludzka i czynniki naturalne sprawiły, że szlak uległ zniszczeniu. Chodniki zapadły się w wielu miejscach, tworząc ogromne dziury, przez które widać płynącą w dole rzekę Guadalhorce. Niektóre fragmenty trasy, to jedynie bardzo wąskie stalowe belki, przytwierdzone do wapiennych skal. W latach 1999-2000, doszło do kilku tragicznych wypadków. W związku z tym trasa została oficjalnie zamknięta a część chodników rozmontowana.Nie odstraszyło to jednak miłośników sportów ekstremalnych, którzy szerokim łukiem omijali zakazy i za nic mieli wysokie kary finansowe za ich złamanie. Zresztą kto by się odważył ruszyć za nimi w pogoń, po tak niebezpiecznej trasie? Ścieżka Króla, zostaje w końcu odrestaurowana i otwarta dla turystów w marcu 2015 roku.

Dla widzów o mocnych nerwach, filmik poniżej przedstawia wejście na szlak od strony północnej, zanim ścieżka została odrestaurowana . Powiem szczerze, że film przyprawił mnie o palpitacje serca i zawroty głowy!

Nasza wyprawa zaczyna się wcześnie rano w centrum Malagi. Tam spotykamy się z przewodnikiem  i resztą grupy. Po omówieniu wszystkich spraw organizacyjnych, jesteśmy gotowi by ruszyć w drogę!

Kiedy zjechaliśmy z zatłoczonej autostrady, ukazał nam się przepiękny krajobraz hiszpańskiej prowincji. Wielkie, białe wiatraki, obracały leniwie swoje masywne skrzydła. Pomarańcze, mandarynki i cytryny, beztrosko dojrzewały na drzewach, muskane ciepłymi promieniami słońca. Po jednej stronie drogi długie pasma górskie, a po drugiej malutkie skupiska domków o białych, wapiennych ścianach. Mogłabym tu zostać na zawsze!

Cała trasa ma około 7.7km. Spacer rozpoczynamy wejściem do 200 metrowego tunelu od strony północnej szlaku. Jest cudownie!! Widoki zniewalające! Przewodnik z resztą uczestników idą przodem (razem z moją córką, która zostawiła mnie w tyle 🙂 ), ja skupiam się na robieniu zdjęć i chłonę piękno przyrody. Gęste, zielone korony drzew, dumnie zdobią  wapienne skały. W dole płynie rzeka w kolorach turkusu i zieleni i ta cudowna cisza…Żadnych hałasów, huków, szumu przejeżdżających aut czy pracujących maszyn. Same odgłosy natury, śpiew ptaków, szum wiatru czy dźwięki trzaskających gałązek, które łamią się nam pod stopami. Tutaj czas płynie wolno, natura zdecydowanie rządzi się swoimi prawami.

Za chwile wejdziemy na sławną ścieżkę Króla, jeszcze tylko kask na głowę i teraz nie ma już odwrotu!

Lęk narasta we mnie coraz bardziej. Kurczowo trzymam rękę Hani, która wyrywa się mówiąc do mnie z wyrzutem, że nie jest już małym dzidziusiem. Pierwszy rzut oka na drewniane platformy o szerokości metra i barierkę, która sięga nieco powyżej pasa, oblewa mnie zimny pot, choć temperatura powietrza sięga 23 stopni. W myślach wyrzucam sobie, jaka to ze mnie nieodpowiedzialna matka, i dlaczego nikt mnie nie zatrzymał żeby sprawdzić czy Hania jest wystarczająco duża, żeby na tę ścieżkę wejść. Spojrzałam na niebo, nic nie zapowiadało obfitych opadów deszczu, czy porywistego wiatru, bo to oznaczałoby, że wycieczka będzie odwołana. Nic z tego!

Trzymam się blisko ściany. Przerażenie rośnie, kiedy kątem oka widzę przepaść! Robię kilka zdjęć, wysuwając rękę z aparatem poza barierkę. Cyk, cyk, cyk. Nawet nie wiem czy ostrość dobra. Wiem tylko, że nie odważę się wychylić, by dobrze wykadrować zdjęcie.

DSC_0048DSC_0050DSC_0052DSC_0055

Zatrzymujemy się na chwilę, by posłuchać co przewodnik chce nam powiedzieć. Nie docierają jednak do mnie żadne słowa, bo jedyne, na czym mogę się skupić to przechodzący obok mnie ludzie. Stoję przyklejona do skalnej ściany. Nie ma mowy, żebym przepuściła kogoś, przysuwając się bliżej barierki, nawet nie przepraszam. Hania dziarsko idzie przede mną. Ta cała wyprawa nie robi na Niej większego wrażenia. Ze swoim strachem i lękiem wysokości muszę się zmierzyć sama. Na początku trasy strome, wapienne ściany wąwozu, są bardzo blisko siebie. Po kilkudziesięciu metrach, zauważam otwartą przestrzeń. Schody poprowadzą nas teraz stromo w dół, a przynajmniej tak mi się wydaje. Po lewej stronie wąwozu, biegnie trasa kolejowa w wykutych skalnych jaskiniach. Uff, mogę w końcu odetchnąć z ulgą. Obejrzałam się za siebie, to co przed chwilą napawało mnie przerażeniem, wzbudza zachwyt!

 

Pierwszy odcinek trasy kończy się wejściem na leśną dróżkę. Żadnych przepaści, wysoko zawieszonych ścieżek, spokój, cisza i towarzystwo natury. Robimy mały postój. Czekoladowe batony i kilka łyków wody, stawiają nas na nogi. Jeszcze kilka minut odpoczynku i możemy ruszać dalej. Czeka nas kolejne kilka kilometrów marszu. Ostatni odcinek Caminito del Ray, wzbudza we mnie największy strach. Naprawdę nie wiem jak zbiorę się na odwagę by go pokonać..

 

Przez chwilę zapominam o moim lęku wysokości, rozglądam się wokół, widoki są naprawdę spektakularne..Podchodzę nawet bliżej barierki, by przewodnik zrobił nam zdjęcia.

Większość trasy już za nami. Docieramy do miejsca, gdzie mój strach znowu paraliżuje mnie na krótką chwilę. W pewnym momencie wąwóz ma bardzo duże wgłębienie. Jest bardzo wysoko i przerażająco! Na ścieżce znajduje się niewielka, szklana platforma, przez którą widać jak wysoko jesteśmy. Udaje mi się nawet wejść na tę platformę na kilka sekund 🙂

 

Staram się pokonać ten przerażający odcinek jak najszybciej. Jednak przewodnik prosi, by zawrócić i na chwilkę się zatrzymać. Serio?!. Powód naszego krótkiego postoju, to niesamowite skamieliny.

 

DSC_0177
Tutaj dokładnie widoczna stara ścieżka tuż pod nowymi drewnianymi platformami.

 

DSC_0219
Na tym małym betonowym moście, nasz przewodnik czołgał się, by przedostać się na drugą stronę.

Ostatni odcinek trasy, obejmuje przejście przez most zawieszony miedzy dwiema ścianami wąwozu. Zanim jednak wejdziemy na most, mijamy tablicę, która upamiętnia tragiczny wypadek. Z opowieści przewodnika udało mi się ustalić, że tych trzech młodych mężczyzn, chciało się dostać z miejsca w którym robię zdjęcie, na drugą stronę wąwozu, gdzie biegnie szlak kolejowy. Po jego lewej stronie znajduje się malutka jaskinia (zaznaczona czarnym kółkiem). Ogromna lina na która łączyła ścieżkę z tą właśnie jaskinią, nie była profesjonalnie przymocowana, w chwili kiedy Antonio, Andres i Martin w trójkę chcieli po niej zjechać, lina puściła i mężczyźni zginęli na miejscu.

Docieramy do mostu. Wiem, że zaraz będę musiała na niego wejść. Nogi mam jak z waty, serce bije szybko, jestem spocona i ledwo co mogę złapać oddech. Nie wiem, czy dalej przepuszczać kolejne osoby przed siebie, czy odważyć się i zrobić pierwszy krok. W końcu, biorę głęboki wdech i ruszam…Udaję, że wszystko jest w porządku, tylko dlatego, że moja córka zawstydziła mnie, wchodząc na most pierwsza!!

Udało się! Jestem z siebie bardzo dumna i jednocześnie bardzo zmęczona (chyba panikowaniem przez cały spacer 🙂  ). Tak bardzo, że nie mam się już siły bać. Cała wyprawa, kończy się pysznym tradycyjnym posiłkiem, w małej przydrożnej restauracji. W drodze powrotnej w samochodzie panuje cisza. Wszyscy oprócz kierowcy, zasypiają jak dzieci.

To była niesamowita przygoda!!! ❤

 

kobieta · lifestyle · styl bycia

15 rzeczy, które poprawiają mój nastrój.

Kiedyś, nie potrafiłam się cieszyć z małych rzeczy. Zawsze czekałam na lepszy moment, na lepszą pogodę, na lepszy nastrój, na nowy rok, na to by ktoś inny mnie pocieszył, ucieszył czy sprawił, bym poczuła się lepiej. Skupiałam się często na tym, co mi się w życiu nie udaje. Ciągle szukałam czegoś nowego, co przyniesie mi radość i przegoni gęste chmury negatywnych myśli, znad mojej głowy.

W końcu zauważyłam a przede wszystkim nauczyłam się, że radość, to suma tych wszystkich małych rzeczy, które robię w ciągu dnia. Tych, o których na samą myśl, na ustach pojawia się rogal, znacznie większy niż ten w cukierni. Zaczęłam doceniać to, co już mam. Coraz częściej, zasypiam z uśmiechem na ustach, wyliczając w myślach wszystko to, za co jestem wdzięczna.

Czasem jeszcze dopada mnie zły nastrój, wtedy zamiast dołować się jeszcze bardziej, staram się poprawić swój humor, robiąc jedną lub kilka rzeczy które bardzo lubię. Albo kiedy zaczynam na coś narzekać, odwracam sytuację i staram się znaleźć jej dobrą stronę.

Poznaj więc, moje poprawiacze nastroju 🙂

1. Kawa i tosty. Takie śniadania, nauczyłam się jeść w Irlandii. Po prostu uwielbiam!! Nie ma nic lepszego niż chrupiące, ciepłe tosty i aromatyczna, mocna kawa z dodatkiem mleka…Szczególnie wcześnie rano, kiedy nikt nie zakłóca mojego spokoju.

2. Herbata z miodem i cytryną. Mogłabym pić litrami, jeden kubek za drugim, bez umiaru.Lepsza, niż najlepsze antydepresanty.

3. Sernik mojej Mamy. Bezkonkurencyjny!!! Puszysty o waniliowym smaku i kruchym spodzie. Gęba w niebie!!!

4. Czytanie książek. Kiedyś marzyłam, o małej bibliotece w domu. O książkach, które równiutko stoją na półkach i czekają cierpliwie na swoją kolej, by przedstawić mi swoje wnętrze. Dziś, nie ma takiego miesiąca, w którym nie zamówiłabym książek z internetowej księgarni. Uwielbiam ich zapach, kolorowe zdjęcia, szeleszczące kartki i mądre, wartościowe treści. Kocham czytać!!

book-1771073_640

books-1655783_640

5. Ten moment, kiedy jadę gdzieś sama i mogę posłuchać ulubionej muzyki. Albo, kiedy śpiewam na całe gardło, nawet do najstarszych kawałków, jakie usłyszę w radiu. Ostatnio były to „Billie Jean” Michaela Jacksona i „Missing you”, śpiewane przez Tinę Turner. Była moc! 🙂

6. Kocham jeździć autem. Moje początki jako kierowcy, nie były zbyt obiecujące. Prawo jazdy, zdałam za drugim razem, ale przez 10 lat nie siedziałam za kółkiem. Kiedy w końcu, trzeba było odświeżyć sobie umiejętności prowadzenia auta, okazało się, że zapomniałam niemal wszystko! Zrobiłam mega wielki korek na drodze, bo nie umiałam ruszyć….. pod górkę!!! 😀 Nie będę rozpisywała się o szczegółach wydarzenia, bo jeszcze prawo jazdy mi zabiorą ;).

7. Serial Przyjaciele. Obejrzałam go miliardy razy. Za każdym razem, kiedy sięgam po niego kolejny raz, odkrywam, że są tam sceny, których nie widziałam nigdy wcześniej! Poza tym nigdy mi się nie nudzi. Aktualnie, moja biblioteka multimedialna, powiększyła się o sezon 3, 4 i 9.

8. Piątkowe wieczory. Kiedyś te wieczory, spędzałam na piciu piwa w knajpach w centrum Wrocławia. Teraz, spędzam je w łóżku, oglądając bajki z moją córką. Zamawiamy chińczyka, przebieramy się w pidżamy i po prostu oglądamy. Jest git!

9. Uwielbiam fotografować!!! Zdecydowanie muszę poświęcić więcej czasu na moje hobby. To jest coś, na czym skupiam cała swoją uwagę, kiedy nie myślę o niczym innym i jestem w swoim świecie..

photo-256888_640

10.Kupuję buty. Koniec, kropka. Moją ulubioną marką, są buty firmy Lasocki i Clarks. Są nie do zdarcia, a zarazem piękne i wygodne. Obawiam się, że kiedyś skończę jak Carrie z serialu „Sex w wielkim mieście”, która podliczając wszystkie wydane pieniądze na buty, stwierdziła, że mogłaby kupić sobie apartament. Moje buty nie są jednak tak drogie, jak Louboutin czy Manolo Blahnik 😉 Wiec bankructwo mi chyba nie grozi 🙂

11. Piekę ciasta. Ze względu na to, że jest nas tylko dwie w domu, a córka jest dość wybrednym krytykiem kulinarnym (wszystko, czego nie da się wysmarować nutellą, jest niezdatne do jedzenia ;)) piekę dość rzadko. Choć może niezłym pomysłem, byłby biznes cukierniczy, wtedy mogłabym tworzyć słodkie arcydzieła codziennie!

12. Kupuję sobie kwiaty. Kocham kwiaty. Najbardziej kolorowe frezje, które przyprawiają mnie o zawrót głowy i radosne konwalie, białe tulipany i żółte słoneczniki. Ponieważ nie czekam, aż pojawi się książę na białym rumaku i mi je kupi, dbam o to sama.

13. Lubię poniedziałki. Naprawdę. Poniedziałek to początek tygodnia, świeży jak szczypiorek 🙂 nowy start, nowe wyzwania, wszystko może się zdarzyć.

14. Wschody słońca. Ten moment, kiedy rano jadę do pracy i niebo mieni się w korach purpury, pomarańczy i czerwieni. Od razu lepiej zaczyna się dzień.

15. Dom, w którym mieszkam. Pewnego dnia, zdałam sobie sprawę z tego, ile ludzi na świecie jest bezdomnych i jak wiele by oddali, by mieć swój własny kąt, te cztery ściany, w których pod koniec dnia, bezpiecznie spędzasz czas z rodziną i przyjaciółmi.

Jestem pewna, że do tej listy z czasem dopiszę znacznie więcej. A teraz wybacz, zamykam się w pokoju z pyyyyysznym serniczkiem mamusi, herbatką i serialem Friends 😉

Miłego Dnia!

kobieta · Prawa Kobiet

#czarnyprotest

Wszędzie jest ostatnio bardzo głośno na temat abor­cji, a raczej ustawy o całkowitym jej zakazie, nawet w sytu­acjach zagrożenia życia i zdro­wia Kobiety, czy w razie ciąży powstałej w wyniku gwałtu..Na sam temat tego pro­jektu, roz­pi­sy­wać się nie będę oraz tego jak bar­dzo mnie to wkurza i jak bar­dzo jestem prze­ciw.
Mam jednak nadzieję, że sprawa ta, będzie tak bardzo nagłośniona, będzie tak wiele różnych protestów, manifestacji, że w końcu coś dotrze do tych rządzących Polską obrońców praw antykobiecych…..
Mam dzisiaj w dupie poprawność polityczną, cytując słowa Juliusza Słowackiego:
„Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa:
A czasem był jak piorun jasny prędki…..”
I tak właśnie dzisiaj będzie.

Według mnie, Polska jest państwem rządzącym przez mężczyzn i dla mężczyzn.

Niestety.

Niby Kobiety mają swoje prawa, niby coś tam z biegiem lat się zmieniło, ale według mojej opinii, zmieniło się na zasadach ustalonych przez mężczyzn. Odnosząc się do tej całej afery antyaborcyjnej, powiedz mi, jak to jest, że najwięcej w tej kwestii wypowiadają się mężczyźni i to Ci, którzy nie mają rodzin ani dzieci? Albo Ci, którzy tak głośno szczekają o obronie życia poczętego, ale jeszcze kilka lat temu w klinikach, prosili o usuniecie ciąży u swoich partnerek, ponieważ płód miał zespół Downa?! Jak to się stało, że utrudnia nam się godne życie i po prostu bycie Kobietą?

Zastanawia mnie fakt, dlaczego w aptece znajdziesz leki na potencję dla mężczyzn bez recepty, a Kobieta chcąc zabezpieczyć się przed niechcianą ciążą, biega po lekarzach po świstek papieru umożliwiający zakup leków antykoncepcyjnych? Musimy zakładać wkładki domaciczne, przylepiać plastry, łykać nafaszerowane hormonami pigułki, wszywać pod skórę implanty.

A facet?

Facet ewentualnie założy na penisa prezerwatywę, ale kiedy pęknie, zgadnij kto ma problem??? Czy wiesz ile jest skutków ubocznych łykania tabletek antykoncepcyjnych? Oprócz tak oczywistych jak przybranie na wadze, mogą pojawić się krwawienia, zmiany nastrojów (nic dziwnego do jasnej cholery, skoro przyjmuję hormony, które zaburzają naturalną ich gospodarkę!), obniżone libido (wtf!!!!), to sorry facet może sobie używać i być spokojny, że nie zajdzie w ciążę, ale kiedy po stosowaniu hormonów, moje libido jebnie o podłogę, to już mój interes jak go z niej pozbieram (czyli po co i dla kogo stosuję tą antykoncepcję, skoro mnie samej nie służy?!). Kolejne skutki uboczne to depresja (zajebiscie, naprawdę!!), bóle brzucha głowy, zaburzenia widzenia, obrzęki nóg, pękanie naczynek krwionośnych, zakrzepica, zator żylny, wymioty, trądzik, łojotok, grzybica, ból sutków, zaburzenia gospodarki tłuszczowej aż wreszcie choroba niedokrwienna serca. Tak na marginesie, robiąc rozeznanie w internecie, natrafiłam na taką wypowiedź, odnośnie przybierania na wadze po stosowaniu między innymi doustnej antykoncepcji:

,,To działanie niepożądane, występuje często, ale zdarza się, że mają z nim do czynienia osoby podatne na tycie, lub Kobiety, które nie mają silnej woli w odmawianiu sobie obfitych posiłków i słodkich przekąsek. Nie opieranie się pobudzonemu apetytowi, jest źródłem dodatkowych kilogramów”.

Czyli znów wracamy do punktu wyjściowego: Kobieto! Oprócz depresji, chorób serca i obniżonego libido, odmawiaj sobie jeszcze jebanej bezy czy pączka, żebyś nie była gruba jak dynia!

A jaki jest skutek uboczny stosowania antykoncepcji przez mężczyzn, czyli stosowania prezerwatyw? Ewentualnie uczulenie na latex, grożące wysypką i spuchnietym ogórem…

I ciąża, ale zgadnij kto w nią zachodzi?…

Badumm tsss..

Jak często słyszę, że nie tylko Polska ale Świat, należy do mężczyzn. To oni trzymają władzę, nazwani dostojnie głową rodziny a co za tym idzie, rządzą w domach jak król na zamku, bardzo często żelazną ręką.

Jeśli więc taki stan Cię wkurwia tak bardzo jak mnie, czas najwyższy by taki „czarny protest” urządzać codziennie, nie tylko od święta, nie tylko zrywami, kiedy nasze prawa są deptane i wyciera się nimi podłogę. Za każdym razem, kiedy w wulgarny, seksistowski, obleśny sposób, mężczyźni żartują z Kobiet, mów stanowcze Nie! Nie zgadzam się na takie traktowanie. Stop!

Niech Cię nie zmylą teksty typu: co Ty taka wrażliwa jesteś, nie umiesz żartować czy też: na  żartach się nie znasz. Żartować to trzeba umieć na poziomie, a nie kiedy ma sie kiełbie we łbie, poniżając z premedytacją drugiego człowieka.

Za każdym razem kiedy mąż czy partner, mówi Ci, co jest lepsze dla Ciebie, powiedz jasno i wyraźnie, że sama doskonale wiesz, co dla Ciebie jest dobre. Nikt lepiej od Ciebie samej, tego nie wie.

Nie schylaj pokornie głowy, kiedy ktoś Ci na nią wchodzi i dyktuje to w jaki sposób masz żyć. Reaguj, kiedy czujesz i słyszysz jak ktoś Tobą poniewiera, mówiąc „troskliwie”, że to dla „dla Twojego dobra”.

W wielu krajach (z Polską na czele), w większości domów, króluje jeszcze ten ohydny, patriarchalny model rodziny. Na samą myśl o tym, mam dreszcze i odruch wymiotny… Często widzę takie rodziny, robiące zakupy w sklepie. Na przodzie idzie Pan i Władca zwinnie wkładając do koszyka karton browarów. Wózek pcha żona, dokładając potrzebne do obiadu rzeczy. Przy kasie Pan i Władca jednak zawartość koszyka weryfikuje, wyciągając to co według niego zbędne..Niezbędny jest natomiast, na pewno browar. Czeka dostojnie z portfelem w ręku, by zapłacić za zakupy, które w pośpiechu pakuje żona, byle nie za wolno, bo to mogłoby rozzłosścić Władcę. Kiedy Pan płaci, pod nosem narzeka, że za dużo żrą w tym domu…. Potem wychodzi ze sklepu z fochem, a żona drepce za nim, targając siaty…

Jeśli myślisz sobie, co ja mogę zrobić , przecież to nic nie da, mój jeden głos to mało, to właśnie się mylisz. Bierne narzekanie nic nie zmieni. Tylko aktywny udział w manifestacjach, protestach, pikietach coś zmieni. Boisz się, że będą nazywać Cię Feministką? Może myślisz sobie, że Feministka to herod baba, której na widok mężczyzn, nóż w kieszeni się otwiera, by zaraz biec z pianą na ustach by ich wykastrować?! Otóż nic bardziej mylnego. Feministka to Kobieta taka jak Ty czy Ja, która wcale nie wyzbywa się kobiecości na rzecz obrony swoich przekonań. To Kobieta, która walczy o nasze równouprawnienie w polityce, rodzinie, pracy, społeczeństwie, walczy o seksualne samostanowienie, obecność Kobiet w różnych obszarach życia, prawo do aborcji, prawo do godnego życia!!

Dlatego Kobiety dbajcie o siebie, kochajcie siebie same, szanujcie swoje potrzeby, swoje życie, swoje marzenia. Nie pojawiamy się na tym Świecie, by tylko uszczęśliwić innych, czy żyć tak, jak inni tego chcą. Jesteśmy tu, bo mamy wyjątkowe talenty, osobowość, wizję swojego życia, marzenia, plany i swoją drogę do przejścia. Doceniaj swoją osobę, żyj po swojemu, miej własne zaplecze finansowe, dbaj o poczucie swojej wartości, rozwijaj się!! Bo te rzeczy, pewnego dnia nie odejdą od Ciebie, mówiąc sorry, mam dość… Dbając o te wszystkie aspekty Twojego życia, pokazujesz, że jesteś tak samo ważna jak inni ludzie. Ani mniej, ani więcej, po prostu równie ważna jak inni. Świadomym, dojrzałym Kobietom, pewnym swojej wartości, ciężko jest manipulować i prać mózg.

Jeśli ten nonsens się nie skończy, powrócimy do czasów, kiedy to ryby Dzieci i Kobiety, głosu nie mają. Jedyną rozrywką, będzie szydełkowanie oraz prace domowe i radość z zakupu nowych środków do czyszczenia podłóg. A obowiązkiem będzie bycie służącą, praczką i sprzątaczką, bez prawa głosu, no chyba, że Pan i Władca pozwoli…

Bo Polska to kraj w którym jak Pan tatuś ma wyjebane na płacenie alimentów, to tworzy się fundusz alimentacyjny, zamiast wyegzekwować pieniądze od ojca dziecka. A ich sciągalność, jest najniższa w Europie. To samo państwo, będzie przesłuchiwać Kobietę która poroniła, jakby utrata dziecka, była mało traumatyczna. To samo państwo, będzie zakazywać badań prenatalnych a zaraz jeszcze znieczulenia przy porodzie. To może szanowni Panowie rządzący Polską,wyrwą sobie zęba albo leczą je kanałowo, bez znieczulenia?? Co? Zobaczymy jakie to fajne doświadczać bólu przez kilka godzin.

Jednym z praw człowieka, jest prawo do godnego życia. Należy nam się ono jak psu kość. Nie będziecie mi mówić czy i kiedy mam urodzić. Nie będziecie mi zaglądać do łóżka i macicy ani decydować o moim życiu. Zajmijcie się tymi wszystkimi niechcianymi dziećmi z domów dziecka, pomóżcie Rodzicom wychowującym samotnie dzieci. Samotnym Matkom, które mają większe jaja niż niektórzy mężczyźni oraz samotnym Ojcom, którzy często są lepszymi Matkami niż niektóre Kobiety. Zajmijcie się sprawami mężczyzn, którzy stosują przemoc wobec Kobiet. Którzy bez żadnych konsekwencji, wychodzą na wolność, nekając latami swoje ofiary..Ale kiedy Kobieta zabije swojego oprawcę, to idzie siedzieć, bo przecież tak trudno jest udowodnić przemoc..A poza tym na pewno go sprowokowała..

Zajmijcie się niepełnosprawnymi dziećmi i finansową pomocą na ich rehabilitację.

Może zaczniecie główkować nad ustawą o przymusowej kastracji dla cholernych pedofilii i gwalcicieli?!!

Wara Wam, od mojego życia, potrzeb, od mojego ciała. Nie będziecie decydować o tym, co dla mnie lepsze. To prawo do decyzji, należy do mnie. Póki nie jestem ubezwłasnowolniona, nie macie prawa za mnie mówić i narzucać mi swoich chorych pomysłów.

Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mężczyźni depczą po prawach i potrzebach Kobiet, mając za nic to w jaki sposób są traktowane. Wiem również, że popieracie #czarnyprotest i jesteście przeciw tej chorej ustawie. Dlatego pokłon w Waszą stronę. Nie wrzucam wszystkich do jednego wora. Dlatego proszę byście stali za nami murem i wspierali nas w tej nierównej walce. Bo kiedyś Wasze córki dorosną, staną się Kobietami i będą zmagać się z tym bagnem, w którym my teraz siedzimy….