kobieta · lifestyle · Praca

Jestem Flebotomistą!

Przed przeczytaniem tego tekstu, proszę zapoznaj się z definicją słów: humor, ironia, sarkazm lub skonsultuj się z językoznawcą lub autorytetem w dziedzinie filologii polskiej, gdyż tekst niewłaściwie zrozumiany, zagraża Twojemu humorystycznemu podejściu do życia 🙂

Jestem flebotomistą. Nie, nie lobotomistą! Nie grzebie w mózgach, ani nie otwieram czaszek. Po prostu pobieram krew. Skończyłam szkołę, w której uczyłam się dzień po dniu, jak prawidłowo pobierać próbki krwi. Zdałam egzamin i otrzymałam dyplom, który pozwala mi na wykonywanie zawodu. Więc stwierdzam nieskromnie, że jestem w tym bardzo dobra 😛

Zajmuję się flebotomią od kilku lat, i miałam przyjemność pracować w służbie zdrowia zarówno w Polsce, jak i w Irlandii. Bardzo lubię swoją pracę, choć muszę przyznać, że nie zawsze jest pięknie i kolorowo. Czasem mam już tak dość, że na poważnie myślę o zmianie zawodu. Są jednak dobre dni i chwile, kiedy nie mamy zbyt dużo pacjentów, ktoś powie coś tak miłego, że do wieczora mój poziom energii sięga 100%, albo praca idzie tak gładko i szybko, że mogłabym machnąć jeszcze nocną zmianę, jakby była taka możliwość. Ale ja nie o tym chciałam pisać. Chciałam się z Wami podzielić tymi najbardziej denerwującymi momentami, w których czasem od godziny 8 rano myślę o tym, by wychylić drinka..Są to zdania, które pacjenci wypowiadają bez zastanowienia, myśląc sobie jak bardzo są zabawni, albo, że bardzo pomagają informacją, którą się ze mną dzielą. No to zaczynamy!

Znalezione obrazy dla zapytania phlebotomist jokes
obraz pochodzi ze strony Pinterest

 

Znalezione obrazy dla zapytania phlebotomist jokes
obraz pochodzi ze strony Pinterest
Znalezione obrazy dla zapytania phlebotomist jokes
obraz pochodzi ze strony Pinterest

 

  1. Miejsce numer jeden zajmuje pytanie: „Czy jesteś w tym dobra?”. Moja odpowiedź będzie brzmiała tak samo głupio, jak Twoje pytanie. Nie, nie jestem w tym dobra, w zasadzie jest to mój pierwszy dzień, ale nie przejmuj się jak nie trafię za pierwszym razem, będę próbowała do skutku, mamy czynne do 5, także jest mnóstwo czasu..To co? Rękaw w górę, rękę zacisnąć proszę i pobieramy 😀
  2. Miejsce drugie zajmuje stwierdzenie: „Nie mam żył”. Zapewniam Cię, że masz żyły, masz ich całe mnóstwo! Jakbyś ich nie miał, byłbyś wybrykiem natury i dziwakiem 😀 , i nie było by Cie tutaj, bo byś nie żył. End of the story….
  3. Miejsce trzecie, zajmują słowa niezadowolenia, kiedy widzisz mnie rano typu: ” Idź stąd, wynocha, sp#$%@#aj, nie chcę Cię widzieć, znowu Ty?!” Wiesz co? Ja też nie chcę Cię czasem widzieć, szczególnie rano, zaraz po obudzeniu, zanim weźmiesz prysznic, z oddechem, przy którym muszę wstrzymywać swój własny, do momentu kiedy prawie się duszę, bo nie mam odwagi zaczerpnąć powietrza… Ale jestem tutaj, Ty tu też jesteś, więc po prostu wyprostuj rękę, pozwól mi wykonać swoją pracę i po kłopocie 😀
  4. Miejsce numer cztery, zajmuje stwierdzenie: „Bardzo ciężko pobrać”. W większości przypadków, wcale nie jest ciężko, to, że nie widać żył, wcale nie znaczy, że jest ciężko pobrać krew, to po prostu znaczy, że ich nie widać. Może kiedyś w przeszłości, ktoś kto udawał, że jest w tym dobry, próbował swoich sił, a jak się nie udało, żeby zachować twarz powiedział, że ciężko pobrać, albo, że masz cienkie żyły…Pamiętaj, że jestem profesjonalistką, dostałam tę pracę, bo jestem dobra w tym co robię, jakbym nie była dobra, nie było by mnie tutaj  😉
  5. Miejsce piąte, zajmują żarty o podtekście seksualnym, typowego polskiego Janusza, którego znajomość języka angielskiego, opiera się znajomości słów jes i noł 😉 Ale jak mnie widzi, to zapyta, czy usiądę mu na kolanko, bo na pewno szybciej wyzdrowieje.. Panie Januszu, nie usiądę ani na kolanko, ani obok kolanka, w ogóle obok pana nie usiądę, to, że pytam o imię i datę urodzenia, nie znaczy, że Pana podrywam! Przy okazji, jak przyjdzie pielęgniarka i zapyta czy chce pan słomkę żeby napić się wody, to proszę ładnie podziękować i powiedzieć, że wyciągnie ją Pan sam…. z własnego buta.. 🙂
  6. Miejsce szóste,zajmują przezwiska..”Wampir, córka Drakuli, blood sucker”. Zapewniam Cię, że nie śpię w trumnie, nie ginę od widoku krzyża, czosnku, czy od kropel święconej wody… (A przy okazji, kiedy idziesz do lekarza, to też wyzywasz go od znachorów?) Po prostu wykonuję swój zawód, i bardzo irytują mnie przezwiska, w dodatku głupie.. 😉
  7. Miejsce siódme, zajmuje stwierdzenie: „Ale masz szczęście!” , zaraz po tym jak pobiorę Twoją krew, a wcześniej usłyszałam od Ciebie, że „będzie ciężko pobrać”. Zapewniam Cię, że nie miałam szczęścia, powtarzam po raz kolejny, że to kwestia moich umiejętności, a nie szczęścia… 😛
  8. Miejsce ósme, zajmuje prośba o użycie motylka….Motylki są przeznaczone dla osób o naprawdę ciężkich żyłach, dla ludzi po chemioterapii, którzy są ciężko chorzy a żyły bardzo zniszczone.. To nie jest koncert życzeń! Mamy takich samych rozmiarów inne igły,  których możemy użyć, zamiast motylków. Naprawdę, naszą misją nie jest sprawianie bólu specjalnie, bo mamy zły dzień, bo taki jest nasz kaprys.. Jesteśmy tu, by najlepiej wykonać swoją pracę i jak najbardziej komfortowo dla pacjenta. Po prostu zaufaj mi, w końcu płacą mi za dźganie ludzi 🙂
  9. Miejsce dziewiąte, zajmuje stwierdzenie: „Nie jesteś w tym dobra”, kiedy nie trafię w żyłę. W takiej chwili, nie tylko podnosisz moje ciśnienie, sprawiasz, że ręce zaczynają mi się trząść z nerwów i zapewniam Cię, że w takim stanie mogę nie trafić w żyłę po raz drugi.. Nie, nie dlatego, że mam ochotę Cię ukarać za Twoje słowa, tylko dlatego, że się denerwuję, bo Twoje słowa sprawiły, że przez ułamek sekundy wątpię w swoje umiejętności, a muszę wtedy udawać, że Cię lubię i być dla Ciebie cały czas miła.. 😀 😛
  10. Miejsce dziesiąte i ostatnie, zajmuje pytanie: „Ale dlaczego znowu mi pobierasz krew?!Dlaczego?!Nie rozumiem?! „. Ja też nie rozumiem! Jetem tylko tutaj, by pobrać próbkę, nie jestem lekarzem, nie znam historii Twojej, choroby ani wyników poprzednich badań. Bez względu na to ile razy przyjdę pobrać Twoją krew, nigdy nie będę wiedziała dlaczego. To wie tylko osoba, która zleca badanie. Poza tym skoro jesteś w szpitalu, to znaczy, że coś Ci dolega, a badania robi się po to, by dowiedzieć się co, i jak można Ci pomóc  🙂
Znalezione obrazy dla zapytania phlebotomist jokes
obraz pochodzi ze strony Pinterest
Or phlebotomist porn ;):
obraz pochodzi ze strony Pinterest

Mimo wszystko lubię swoją pracę. Spotykam tam całe mnóstwo ludzi, z którymi rozmowa jest czystą przyjemnością. Ludzi, dla których moje słowa pocieszenia, kiedy mają gorszy dzień czy wysłuchanie tego co leży im na sercu, sprawia, że zaczynają się uśmiechać. Ludzi, którzy na mój widok, mimo tego, że jest to bardzo wczesna godzina, uśmiechają się, i zwyczajnie cieszą się, że mnie widzą. Albo takich, którzy spotykając mnie na szpitalnym korytarzu, lub poza szpitalem, podchodzą przytulają i pytają się co słychać? Jestem pewna, że Ty w swojej pracy, też masz takie sytuacje, w których jedynym wyjściem jest uśmiech i powtarzanie sobie: jutro będzie lepiej, jutro będzie lepiej!  😀

P.s. 1.Podczas pisania tego tekstu, nie ucierpiał żaden pacjent, ani jego żyły, ani jego godność 😀 😀 😀

P.s.2. Pisząc ten post, nie miałam zamiaru nikogo obrazić, urazić, czy sprawić przykrość, po prostu uważam, że odrobina czarnego humoru, nikomu nie zaszkodzi 😛

DIY · handmade · kobieta · lifestyle · pasja · shabby chic

Shabby chic, czyli przedmioty z duszą.

Przez ostatnie kilka tygodni, zmuszona byłam zostać w domu. Przyznam, że udało mi się odpocząć i naładować baterie , które przez ostatnie miesiące były już mocno wyczerpane. Zaczęłam wymyślać sobie różne zajęcia. Umyłam okna i kto mnie zna wie, że jak Pękalska myje okna, to coś jest na rzeczy 😀 Upiekłam nawet kilka ciast, które wyszły wyśmienicie (ostatnio stałam się mało skromna, ale jak coś jest dobre, to dlaczego mam się nie pochwalić 🙂 ). Ale wolnego czasu miałam dość dużo i szukałam sobie coraz to nowszych zajęć i inspiracji, żeby nie oszaleć z nudów.

Szperając w czeluściach internetu, natknęłam się na przerabiane meble w stylu Shabby Chic. Shabby, oznacza stary, zniszczony, zdarty, a Chic, oznacza szyk, czyli w skrócie Stary Szyk. Prekursorką tego stylu, jest projektantka Rachel Ashwell i to dzięki Jej pomysłom, do dekoracji wnętrz, używa się starych lub specjalnie postarzanych mebli. Kolory, które dominują w tym szyku, to wyblakłe żółcienie, akwarelowe błękity czy pudrowy róż, a także brązy, wypłowiałe szarości i czernie.

Meble czy dodatki w stylu Shabby Chic, muszą wyglądać tak jakby bardzo stare, podrapane, poprzecierane i popękane. Zamknij oczy i wyobraź sobie, że jesteś na strychu w domu swojej Babci. Otwierasz drzwi, a tam stoją stare krzesła, komody, kredensy, lustra i ramy na zdjęcia. Wszystko to czeka tylko, by wykazać się kreatywnością i tchnąć trochę życia, w te nadszarpnięte upływającym czasem przedmioty.

Zerknęłam na swoją półkę, i mój wzrok zatrzymał się na starej skrzynce na biżuterię. Miała nieciekawy kolor, w tonacji brązu. Pomyślałam, że fajnie by było przerobić ją na stary styl.

DSC_0541

Szybko wybrałam się do sklepu  i kupiłam :

DSC_0547
dwie puszki farby kredowej do mebli, w kolorze antycznej bieli i grafitowym
DSC_0551
papier ścierny i mały pędzelek
DSC_0554
świeczki

Skrzynkę najpierw wyczyściłam wilgotną ściereczką, potem poprzecierałam w kilku miejscach papierem ściernym żeby zdrapać lakier, następnie pomalowałam całą na kolor grafitowy. Kiedy wyschła, kawałkiem świeczki, porządnie posmarowałam krawędzie i ściany skrzynki, szczególnie tam, gdzie mają być przetarcia, dla lepszego efektu. Potem skrzynkę pomalowałam na biało i poprzecierałam drobnoziarnistym papierem ściernym.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Muszę przyznać ( znowu nieskromnie, ale wybacz dumna z siebie jestem 🙂 ), że z efektów jestem całkiem zadowolona. Skrzynka wygląda jak z minionej epoki, taka, która kryje w sobie niesamowite sekrety. Zanim skończyłam przerabiać moje pudełko na biżuterię, zaczęłam malować też starą szafę, która stoi przy drzwiach wejściowych do mojego domu. Córka schodząc rano na śniadanie, skwitowała krótko: Jezus Maria, teraz będziesz cały dom przerabiać?! Kto to wie, może odkryłam w sobie nowy talent 🙂

DSC_0666

 

 

DSC_0667

 

 

DSC_0693

 

DSC_0694

 

DSC_0696

 

DSC_0699

 

DSC_0698

 

Inspiracje czerpałam ze strony zrobiszsam.pl

Gibraltar · kobieta · lifestyle · podróże · styl bycia · Wakacje · wakacje z dziećmi · wspomnienia

Gibraltar-جبل طارق – Dżabal al-Tarik, „góra Tarika”

Wycieczka na Gibraltar jest jedną z moich ulubionych. Ten mały region świata, znajduje się na powierzchni 6,55 km² i kryje w sobie niesamowitą historię. Ponieważ jest to terytorium zamorskie należące do wielkiej Brytanii, władzę nad nim sprawuje Królowa Elżbieta II. Po jego wschodniej części znajdują się zatoki Sandy oraz Catalan Bay, część zachodnią zamieszkuje większa populacja miasta. Ogromną powierzchnię, zajmuje skała Gibraltarska, w której znajduje się około 150 jaskiń. Jednak naturalnych formacji jest 78, reszta to sztuczne tunele i komory, wykute przez ludzi.

DSC_0633

gibraltar-890293_1920

Punktualnie o 7:30 rano, podjeżdża po nas autokar. Jesteśmy jednymi z pierwszych pasażerów. Siadamy tuż za fotelem kierowcy, żeby lepiej widzieć, zapinamy pasy i w drogę! Przez kolejną godzinę, podróż dłuży nam się niemiłosiernie. Zatrzymujemy się bowiem co chwilę, żeby zabrać kolejnych uczestników wycieczki. Kiedy autokar jest już pełen, wjeżdżamy na autostradę i teraz możemy już nacieszyć oczy przepięknym wschodem słońca. Niebo mieni się kolorami czerwieni i purpury, jest cudownie! Wybrzeże Costa del Sol, jest niemal puste. Nieliczni amatorzy porannego wstawania, spacerują po piaszczystych plażach, rozkoszując się symfonią morskich fal uderzających o brzeg.

Podczas 2 godzinnej podróży, udaje mi się nawet zdrzemnąć. Oddałabym wszystko za kubek mocnej kawy 🙂 Dojeżdżamy na miejsce i zatrzymujemy się przed kontrola graniczną. Paszporty zostają sprawdzone szybko i sprawnie. Przejeżdżamy przez ogromną płytę lotniska, na której wydzielona jest ulica, łącząca centrum miasta z przejściem granicznym Hiszpanii. Podczas startu i lądowania samolotów,  jest zamykana na około 10 minut.

Kiedy wchodzimy na główną ulicę w centrum, jestem zszokowana! To nie tak miała wyglądać nasza wycieczka! Jest tu pełno sklepów, ulica zatłoczona, wszędzie gwar i hałas. Dla mnie atrakcją miała być ogromna skała i jej historia, jaskinia, małpy, pomnik Generała Sikorskiego i Afryka ( co prawda oddalona o jakieś 20 kilometrów, ale lepszy rydz nisz nic 😀  ) . Dopiero potem dowiedziałam się, że między innym właśnie na handlu, opiera się obecna ekonomia Gibraltaru. Dlatego zamiast rajdu po sklepach, skupiam się głównie na fotografowaniu ciekawych miejsc ( i ciekawych osobistości 🙂 ).

DSC_0652
nie pytaj mnie jak on to zrobił, ja też nie zapytałam 🙂

Uciekamy od zatłoczonych ulic i docieramy do ciekawego miejsca zwanego Landport Tunnel. W przeszłości była to jedyna droga by dostać się z lądu do fortyfikacji, dlatego bardzo dobrze jej strzeżono i odpowiednio wzmocniono. Po odbiciu terytorium z rąk Hiszpanii, do obrony tego miejsca użyto aż 20 armat!

Nasz przewodnik jest już gotowy i małym busem zabiera nas na Skałę Gibraltarską. Wjeżdżamy w bardzo wąski tunel, w którym ledwo co się mieścimy, nasz kierowca ma jednak duże doświadczenie i unikamy jakichkolwiek zadrapań. Następny tunel jest o wiele większy, nie tak klaustrofobiczny jak poprzedni. Kiedy z niego wyjeżdżamy na horyzoncie ukazują się nam góry Atlas w Maroku! Wow!Afryka na wyciągnięcie ręki!

DSC_0703

 

Kiedy wysiadamy rozglądamy się wokół, szczęki trzeba zbierać z ziemi, widoki są naprawdę oszałamiające! Jest przepięknie!

Pierwszym miejscem które zwraca naszą uwagę, jest Europa Point, jest to najbardziej wysunięty na południe punkt Gibraltaru. DSC_0707

Przepiękna latarnia morska zbudowana przez Alexandra Woodforda w latach 1838- 1841. W pełni zautomatyzowana w 1994 roku. Jej światło widać z odległości 27 km.

DSC_0713

Meczet Ibrahim al Ibrahim, zwany również meczetem Króla Fahd bin Abdulaziz al-Saud. To przepiękna, biała budowla skierowana frontem w stronę Maroka, której minaret ma 71 metrów wysokości. Był to prezent od Króla Arabii Saudyjskiej. W meczecie znajduje się szkoła, biblioteka i czytelnia.

Pomnik generała Władysława Sikorskiego, który zginął 04.07.1949 roku w katastrofie lotniczej na Gibraltarze.

Znowu wsiadamy do busa i wąską drogą wjeżdżamy coraz wyżej. Docieramy do miejsca, z którego widać przepiękną panoramę Gibraltaru, port i Hiszpanię.

DSC_0747

Spotykamy też pierwsze makaki 🙂 To jedyne małpy w Europie, które żyją na wolności. Legenda mówi, że jeśli któregoś dnia magoty znikną, Wielka Brytania utraci na zawsze Gibraltar. Podczas naszej wycieczki małpy były spokojne i trzymały fason 🙂 Trzeba jednak uważać, bo są to jednak dzikie zwierzęta i mogą podrapać lub pogryźć. Są także bardzo ciekawskie i chwila nieuwagi może kosztować utratę plecaka 🙂 Ich populacja obecnie wynosi ok. 230 makaków, które żyją w rezerwacie przyrody.

Docieramy do przepięknej jaskini Św. Michała, która obecnie używana jest jako sala koncertowa. Składa się ona z rozległej sieci tuneli a także dwóch mniejszych jaskiń. Jestem jednak zawiedziona, że takie piękne miejsce zostało naruszone działalnością człowieka. Kolorowe światła we wnętrzu jaskini, kompletnie nie przypadły mi do gustu.

DSC_0761
makak gibraltarski sprawdzał bilety wstępu do jaskini 🙂

Cała wycieczka niemal dobiega końca, jeszcze ostatni rzut oka na piękną panoramę Gibraltaru, kilka zdjęć i niestety czas wracać. Nasz przewodnik był bardzo sympatyczny i z dużym poczuciem humoru, cała wyprawa z nim była piękną przygodą!

DSC_0884

kobieta · lifestyle · styl bycia

15 rzeczy, które poprawiają mój nastrój.

Kiedyś, nie potrafiłam się cieszyć z małych rzeczy. Zawsze czekałam na lepszy moment, na lepszą pogodę, na lepszy nastrój, na nowy rok, na to by ktoś inny mnie pocieszył, ucieszył czy sprawił, bym poczuła się lepiej. Skupiałam się często na tym, co mi się w życiu nie udaje. Ciągle szukałam czegoś nowego, co przyniesie mi radość i przegoni gęste chmury negatywnych myśli, znad mojej głowy.

W końcu zauważyłam a przede wszystkim nauczyłam się, że radość, to suma tych wszystkich małych rzeczy, które robię w ciągu dnia. Tych, o których na samą myśl, na ustach pojawia się rogal, znacznie większy niż ten w cukierni. Zaczęłam doceniać to, co już mam. Coraz częściej, zasypiam z uśmiechem na ustach, wyliczając w myślach wszystko to, za co jestem wdzięczna.

Czasem jeszcze dopada mnie zły nastrój, wtedy zamiast dołować się jeszcze bardziej, staram się poprawić swój humor, robiąc jedną lub kilka rzeczy które bardzo lubię. Albo kiedy zaczynam na coś narzekać, odwracam sytuację i staram się znaleźć jej dobrą stronę.

Poznaj więc, moje poprawiacze nastroju 🙂

1. Kawa i tosty. Takie śniadania, nauczyłam się jeść w Irlandii. Po prostu uwielbiam!! Nie ma nic lepszego niż chrupiące, ciepłe tosty i aromatyczna, mocna kawa z dodatkiem mleka…Szczególnie wcześnie rano, kiedy nikt nie zakłóca mojego spokoju.

2. Herbata z miodem i cytryną. Mogłabym pić litrami, jeden kubek za drugim, bez umiaru.Lepsza, niż najlepsze antydepresanty.

3. Sernik mojej Mamy. Bezkonkurencyjny!!! Puszysty o waniliowym smaku i kruchym spodzie. Gęba w niebie!!!

4. Czytanie książek. Kiedyś marzyłam, o małej bibliotece w domu. O książkach, które równiutko stoją na półkach i czekają cierpliwie na swoją kolej, by przedstawić mi swoje wnętrze. Dziś, nie ma takiego miesiąca, w którym nie zamówiłabym książek z internetowej księgarni. Uwielbiam ich zapach, kolorowe zdjęcia, szeleszczące kartki i mądre, wartościowe treści. Kocham czytać!!

book-1771073_640

books-1655783_640

5. Ten moment, kiedy jadę gdzieś sama i mogę posłuchać ulubionej muzyki. Albo, kiedy śpiewam na całe gardło, nawet do najstarszych kawałków, jakie usłyszę w radiu. Ostatnio były to „Billie Jean” Michaela Jacksona i „Missing you”, śpiewane przez Tinę Turner. Była moc! 🙂

6. Kocham jeździć autem. Moje początki jako kierowcy, nie były zbyt obiecujące. Prawo jazdy, zdałam za drugim razem, ale przez 10 lat nie siedziałam za kółkiem. Kiedy w końcu, trzeba było odświeżyć sobie umiejętności prowadzenia auta, okazało się, że zapomniałam niemal wszystko! Zrobiłam mega wielki korek na drodze, bo nie umiałam ruszyć….. pod górkę!!! 😀 Nie będę rozpisywała się o szczegółach wydarzenia, bo jeszcze prawo jazdy mi zabiorą ;).

7. Serial Przyjaciele. Obejrzałam go miliardy razy. Za każdym razem, kiedy sięgam po niego kolejny raz, odkrywam, że są tam sceny, których nie widziałam nigdy wcześniej! Poza tym nigdy mi się nie nudzi. Aktualnie, moja biblioteka multimedialna, powiększyła się o sezon 3, 4 i 9.

8. Piątkowe wieczory. Kiedyś te wieczory, spędzałam na piciu piwa w knajpach w centrum Wrocławia. Teraz, spędzam je w łóżku, oglądając bajki z moją córką. Zamawiamy chińczyka, przebieramy się w pidżamy i po prostu oglądamy. Jest git!

9. Uwielbiam fotografować!!! Zdecydowanie muszę poświęcić więcej czasu na moje hobby. To jest coś, na czym skupiam cała swoją uwagę, kiedy nie myślę o niczym innym i jestem w swoim świecie..

photo-256888_640

10.Kupuję buty. Koniec, kropka. Moją ulubioną marką, są buty firmy Lasocki i Clarks. Są nie do zdarcia, a zarazem piękne i wygodne. Obawiam się, że kiedyś skończę jak Carrie z serialu „Sex w wielkim mieście”, która podliczając wszystkie wydane pieniądze na buty, stwierdziła, że mogłaby kupić sobie apartament. Moje buty nie są jednak tak drogie, jak Louboutin czy Manolo Blahnik 😉 Wiec bankructwo mi chyba nie grozi 🙂

11. Piekę ciasta. Ze względu na to, że jest nas tylko dwie w domu, a córka jest dość wybrednym krytykiem kulinarnym (wszystko, czego nie da się wysmarować nutellą, jest niezdatne do jedzenia ;)) piekę dość rzadko. Choć może niezłym pomysłem, byłby biznes cukierniczy, wtedy mogłabym tworzyć słodkie arcydzieła codziennie!

12. Kupuję sobie kwiaty. Kocham kwiaty. Najbardziej kolorowe frezje, które przyprawiają mnie o zawrót głowy i radosne konwalie, białe tulipany i żółte słoneczniki. Ponieważ nie czekam, aż pojawi się książę na białym rumaku i mi je kupi, dbam o to sama.

13. Lubię poniedziałki. Naprawdę. Poniedziałek to początek tygodnia, świeży jak szczypiorek 🙂 nowy start, nowe wyzwania, wszystko może się zdarzyć.

14. Wschody słońca. Ten moment, kiedy rano jadę do pracy i niebo mieni się w korach purpury, pomarańczy i czerwieni. Od razu lepiej zaczyna się dzień.

15. Dom, w którym mieszkam. Pewnego dnia, zdałam sobie sprawę z tego, ile ludzi na świecie jest bezdomnych i jak wiele by oddali, by mieć swój własny kąt, te cztery ściany, w których pod koniec dnia, bezpiecznie spędzasz czas z rodziną i przyjaciółmi.

Jestem pewna, że do tej listy z czasem dopiszę znacznie więcej. A teraz wybacz, zamykam się w pokoju z pyyyyysznym serniczkiem mamusi, herbatką i serialem Friends 😉

Miłego Dnia!

lifestyle · motywacja · styl bycia

Wszystko zależy od Ciebie!!!

 Brzmi jak dobry chwyt reklamowy? Być może, ale taka jest prawda, wszystko zależy od Ciebie. To jakie masz życie, co w nim robisz , gdzie pracujesz, ile zarabiasz, gdzie mieszkasz, jakie masz relacje z innymi ludźmi. Każda najmniejsza rzecz którą zrobisz, to o czym myślisz. To czy w życiu Ci się układa i czy spełniasz swoje marzenia. Może teraz mówisz do siebie: Co za dyrdymały!! Przecież nie prosiłam o męża, który mnie nie szanuje, ja nie prosiłem o żonę, która ma mnie w nosie. Nie chciałam domu, który wygląda jak ruina i pracy, w której płacą tyle, co kot napłakał. Niestety nikt inny jak Ty, nie jest odpowiedzialny za Ciebie i za to, co robisz ze swoim życiem. Prawda jest trudna do przełknięcia. Zazwyczaj bronimy się rękami i nogami przed tym, by wziąć odpowiedzialność za siebie. Łatwiej jest obwiniać innych za nasze własne niepowodzenia, niż przyjąć na klatę fakt, że to my sami kreujemy nasze życie.

Zazwyczaj ludzie są przerażeni ogromem pracy, którą trzeba włożyć w to, by osiągnąć to, czego się chce. Ale jeśli nie zainwestujesz swojego czasu, chęci, zaangażowania i wysiłku, to w jaki sposób chcesz dostać to, czego pragniesz? Samo nic się nie zrobi.To tak samo, jak z marzeniami o pięknej figurze i zdrowym odżywianiu. Jeśli nie zastosujesz odpowiedniej diety, nie zmienisz nawyków żywieniowych, nie poczujesz potu cieknącego po Twoich plecach podczas ćwiczeń, nic się nie zmieni. Trzeba zacząć działać. Każda życiowa zmiana, zaczyna się od jednej myśli. Kiedy jednak przychodzi co do czego i trzeba włożyć trochę wysiłku, by tej zmiany dokonać, do drzwi puka przyjaciel „opór” i koleżanka „prokrastynacja”. Zaczynają się wymówki typu nie dzisiaj, miałam ciężki dzień i chcę odpocząć, szef w pracy dał mi popalić, koleżanka wkurzyła, paznokieć się złamał, kot walnął klocka na środku dywanu. A w ogóle to zimno jest i pada, mam w nosie nie robię….

Zastanawiasz się, czemu ta Larwa z czwartego piętra ma figurę jak Chodakowska a Zenek z ósmego, przeprowadza się do nowej chaty wybudowanej w bogatej dzielnicy. Czemu Zośka wychodzi za mąż za tego cudownego Franka, a ja mam za męża Jurka co głupi jak but i w ogóle się nie myje 😀

Rożnica pomiędzy tymi osobami, które naprawdę chcą coś zmienić w swoim życiu a tymi, które ciągle narzekają, że mają strasznie ciężko, jest taka, że Ci pierwsi podejmują działanie. Gdybyśmy poświęcili tyle samo czasu na ułożenie sobie konkretnych kroków, by swoje cele osiągnąć, zamiast marnować go na narzekanie, życie wyglądałoby zupełnie inaczej.

Ci, którzy chcą coś zmienić mówią sobie, ok będzie czasem ciężko, muszę nad tym popracować, zainwestować swój czas, ale wiedzą też, że będzie warto. Każdy z nas ma podobne myśli, kiedy dopada kryzys, chcemy rzucić wszystko w cholerę, poddać się i powrócić do starego życia. Jednak to od nas samych zależy, jakiego wyboru dokonamy. Walka, którą przyjdzie Ci stoczyć, rozgrywa się tylko między Tobą a Tobą. Twoim największym przeciwnikiem, jesteś Ty sama/sam. Przeciwności losu pojawiają się na drodze wszystkich ludzi, to, w jaki sposób do nich podejdziesz i czy się poddasz, zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Nikomu sukces nie spadł z nieba, każdy z nas pracuje na to co ma każdego dnia. Codziennie dokonujemy wyborów, które albo przybliżą Cię na Twojej drodze do sukcesu, albo Cię od niej oddalą. Małe decyzje jak ta, czy skręcić w lewo w drodze do domu i pójść na skróty, czy skręcić w prawo i przejść przez park dłuższą trasą, ale jednocześnie spalając mnóstwo kalorii i być o krok bliżej do uzyskania wymarzonej sylwetki. Czy spędzić wieczór przed TV, zamiast poczytać nową ciekawą książkę lub zapisać się na jogę, pilates czy kursy rozwoju osobistego. Te wszystkie drobne decyzje, które podejmujesz dzień za dniem, będą albo kolejnym stopniem do osiągnięcia tego, o czym marzysz, albo krokiem w tył i taplaniem się w bagienku nieszczęścia. Jeśli nie podejmiesz działania, jeśli nie zrobisz kompletnie nic, by coś się zmieniło, wszystko pozostanie takie samo. Każdemu z nas jednakowo się nie chce. Jeśli jednak przezwyciężysz to słynne „nie chce mi się” będziesz o krok dalej niż Ci którzy pozostali na życiowej kanapie z myślami „zacznę od jutra”.

 

Pamiętaj jednak, że Twoje jutro zaczyna się już dziś. Wszystko co zrobisz już dziś, będzie Twoim jutrem. Każda przeciwność losu, która Cię spotka pod­czas tej drogi, jest tylko testem, by sprawdzić, jak bar­dzo cze­goś chcesz i lek­cją, której musisz się nauczyć. Twoim zada­niem jest wytrwać, wyka­so­wać z głowy wszyst­kie nie chce mi się, nie umiem, nie potrafię, może jutro. Jeśli cze­goś nie umiesz, to się tego naucz. Jeśli cze­goś nie wiesz, to się tego dowiedz. Jeśli chcesz się poddać, to przy­po­mnij sobie wszyst­kie powody, dla których to robisz, zapisz na kartce i powieś w widocz­nym miej­scu i czy­taj w chwi­lach zwąt­pie­nia. Nie raz roz­bi­jesz głowę o mur swoich prze­ko­nań typu: nie dam już rady, nie uda się, cią­gle się staram i nic nie wychodzi. Ale wiesz co? Im mocniej będziesz wie­rzyć, im częściej będziesz pró­bo­wać, tym szybciej ten cho­lerny mur roz­bi­jesz, a po dru­giej stro­nie zoba­czysz przysłowiowe światełko i efekty swojej ciężkiej pracy.

Po prostu uwierz w siebie, nawet kiedy nikt inny w Ciebie nie wierzy. Nie poddawaj się, bo nikt nie powiedział, że będzie łatwo, ale na bank będzie warto!

Może powiedzenie ”wszystko zależy od ciebie” brzmi cliché, ale jest jak najbardziej prawdziwe.

lifestyle

Pomocy!!! Moje dziecko mnie wkurza!!

Przyznaj się, ile razy dziennie tak mówisz? Czy jesteś jedną z tych Mam, które wypowiadając takie słowa, słyszy to samo co ja: co ty gadasz?! Jak Ty możesz tak mówić?! Powinnaś się cieszyć, że masz takie zdrowe, fajne dziecko! Spójrz, jaka ona mądra, wiesz, ilu ludzi oddałoby wszystko, żeby tylko mieć dziecko! A Ty narzekasz.
Po takich słowach wypada tylko milczeć. Brak zrozumienia dla chwilowej bezradności i momentów zwątpienia, są tak powszednie, jak chleb na stole.
Mam wrażenie, że dalej panuje tabu odnośnie wyrażania uczuć i swojej opinii na temat małych dzieci. Wszystko jest w porządku, jeśli oczywiście są to ochy, achy i zdania typu: jaki śliczny bobas, cała mama, wykapany tatuś, te oczy ma na pewno po Tobie! Jaki on mądry! Jakie piękne pulchne policzki. Spójrz tylko na to dzieciątko, Ty to masz szczęście!

260H (1)

Wygląda na to, że powinnyśmy się zachwycać codziennie, najlepiej bezustannie i być jak Matka Polka, umęczona, urobiona, ale cierpliwa i nie unosząca się gniewem a już na pewno nie na swoje dziecko. I o ile o nastolatkach, możemy się wypowiadać bez końca (o nie, nie żałujemy sobie wcale!!!),  jakie to rozpieszczone, stawiające wymagania, wiecznie niezadowolone gówniarze, tak o tych młodszych,  ani się waż!! Serio, mam wrażenie, że jak mówię: „moje dziecko mnie wkurza”, dla ludzi jest to równoznaczne z: nie kocham swojego dziecka,  nie chcę go już mieć i błędem było zachodzenie w ciążę.
A przecież wszystkie kobiety takie dni mają.
WSZYSTKIE bez wyjątku. Nie uwierzę, że na Świecie jest choćby jedna Matka, która nigdy nie wypowiedziała takich słów. Jeśli jesteś jedną z nich, to śmiało, ulżyj sobie! Obiecuję, że nie będę oceniać 🙂 . Całe społeczeństwo jest otoczone fałszywym wizerunkiem tego, jakie macierzyństwo powinno być. Rzeczywistość szybko jednak weryfikuje, jak jest naprawdę, wylewając wiadro zimnej wody na Twoją omamioną tymże obrazem głowę…. I wtedy myślisz sobie: Do cholery!!! To nie tak miało być! Zupełnie nie tak!!!
Bo widzisz na reklamach te pięknie uśmiechnięte, wypoczęte, zadbane matki, które do formy sprzed ciąży wracają w ciągu tygodnia. Chata lśni czystością, obiad na stole z pięciu dań kusi swoją wonią, a Kobieta bez wysiłku na jednym ramieniu trzyma dziecko, drugą ręką miesza zupę. Niczym aktorki biegają w niebotycznie wysokich szpilkach po parku, bez problemu doganiając bawiącą się latorośl. Te piękne, śpiące całymi dniami dzieciątka, wiecznie czyste, chodzą grzecznie za rękę na spacerze, lub leżą spokojnie w wózeczku, a zmiana pieluchy to cud, miód i orzeszki. Dosłownie aniołki prosto z nieba, niesprawiające kłopotów. I nagle rodzi się w Tobie poczucie, że jeśli taka nie jesteś, to coś z Tobą musi być nie tak! A myśli typu co ja robię źle?! Pojawiają się coraz częściej.

Otóż nic nie robisz źle…
Bycie matką jest trudne i tyle. Nic dodać, nic ująć. Wychowanie dziecka to dla mnie największe wyzwanie w życiu. Nawet przeprowadzka do Irlandii czy decyzja o zakończeniu 10-letniego związku nie była aż tak trudna. Bo odpowiedzialność za bycie nauczycielem w życiu małego człowieka jest ogromna. Często okupiona niekończącym się poczuciem winy (w tej konkurencji wszystkie Matki powinny zostać wpisane do księgi rekordów Guinnessa), nieprzespanymi nocami i łzami sączącymi się po policzkach na równi z gilami z nosa 😀 . Wciąż słyszę, jak to kiedyś Matki miały ciężko. Nie było pampersów, zasypek na tyłek, chusteczek nawilżających i tych wszystkich gadżetów które mamy teraz. Stało się z dzieciakiem na rękach w długich kolejkach w sklepie, żeby cokolwiek kupić. Czy to oznacza, że ich dzieci nie wkurzały? Że były tak wspaniałe i nie sprawiały żadnych problemów, a obowiązki domowe to była bułka z masłem? Czy nie mam prawa narzekać na swoje dziecko, bo teraz czasy są inne i mamy więcej udogodnień?

DSC_0010

Na pewno znasz te dni, kiedy rano Twoje dziecko wstaje z fochem, na śniadanie wszystko bleeeeee. Tego nie założy, bo nie, miny za Twoimi plecami albo bezczelnie prosto w twarz, bez skrupułów. Ma totalnie w nosie, co do niego mówisz, a w sklepie robi zadymę, kładąc się plackiem na podłodze i wrzeszcząc niemiłosiernie..
Znoś to wszystko Matko Polko z uśmiechem na gębie i ciesz się, że dziecko zdrowe masz!!! Przypomnij sobie te chwile, kiedy wołanie mamoooooooo, mamo, mamo, mamo przekracza liczbę tysiąc, ile razy prosisz swoje dziecko, by coś zrobiło i jesteś totalnie ignorowana, lub zbywana słowami zaraz… Ile razy powtarzasz, umyj zęby, umyj ręce a Twoja latorośl po raz tysięczny pyta po co? Albo kłamie Ci w żywe oczy już to zrobiłam…Albo drze się tak głośno, że niejedna diwa operowa mogłaby pozazdrościć! 🙂
I naprawdę to wszystko można znosić ze spokojem?! Powiedz mi no jak?!

Przyznam Ci się szczerze, że co najmniej co miesiąc, mam taki dzień świra. Taki dzień najbardziej świrzastego, świra, świrów! Kiedy mam ochotę sobie rwać włosy ze łba, uszy zatkać, a oczy wydłubać. Są to chwile, w których szczerze zadaję sobie pytanie, po co mi to wszystko było?! Dni gdzie mam wrażenie, że moja córka przeciąga każdą możliwą strunę, by tylko zobaczyć, jak daleko może się posunąć. Albo dni, kiedy bezustannie słyszę „Mamooooooooo!!!!!” wydobywające się z Jej ust z prędkością światła.

Podam przykład sytuacji, która miała miejsce całkiem niedawno. Wyobraź sobie ciepły, cudowny wieczór. W sam raz, by zjeść swój ulubiony posiłek w ogrodzie. W taki właśnie wieczór wpadłam na pomysł, by zrobić bananowe pancakes z truskawkami. Kiedy świeżo upieczone racuszki, znalazły się na moim talerzu, a garść świeżych truskawek kusiła swoim zapachem, pomyślałam sobie, że to jeden z milszych wieczorów, które ostatnio miałam. W szklance zdrowe, pełne mięty i plasterków cytryny mojito (non alko oczywiście), czeka na to, bym wreszcie upiła pierwszy łyk.
Kiedy do ust podniosłam widelec, by rozpieścić swoje kubki smakowe, nagle usłyszałam dochodzące z łazienki wołanie: Mamoooooo przynieś papier, bo nie ma, a zrobiłam dużą kupę!! 😀

Przyznam się, że w sumie mnie to rozbawiło. Powiem Ci jednak szczerze, że moja córka ma jakiś ukryty radar, którym wyczuwa momenty, kiedy chcę zrobić coś dla siebie. Czy to spokojna chwila z kubkiem ciepłej kawy, czy spokojny wieczór z książką, albo przespana nocka. W takich chwilach jest zawsze coś. ZAWSZE!!!
Bardzo dobrze pamiętam wypad na zakupy, przed wylotem do Polski. W każdym momencie, w którym był „Mommy time”, moja córka chciała siku, kupę, jeść, pić, rzygać, spać. Nie przesadzam. Wyszłam z tych zakupów cało, ale zmęczona jak po 12-godzinnej zmianie w pracy. Nie ukrywam, że miałam ochotę płakać z niemocy jak dziecko.
I weź tu się uśmiechaj, bądź na luzie, bo przecież jutro wstanie nowy dzień. Nie narzekaj, ciesz się, że zdrowe, tryskaj humorem non stop i w ogóle carpe diem.

Kiedy jednak narzekam na swoją córkę, czy to zaraz musi oznaczać, że ja swojego dziecka nie kocham?
Wcale nie!!
To oznacza tylko, że Matka też człowiek i ma prawo mieć chwilę słabości. Ma prawo również mówić o tym, że Jej własne dziecko doprowadza Ją do białej gorączki.
Nigdy nie zamieniłabym swojej córki na tysiąc innych grzeczniejszych. Dzięki Niej poznałam, co to bezwarunkowa miłość. Dzięki Niej wiem, że ze wszystkim sobie poradzę, bo mam dla kogo walczyć. Jest mega bystrym obserwatorem, który patrząc na mnie, uczy się nowych rzeczy każdego dnia. Jej jajecznica (wiedz, że Hania ma tylko 7 lat!!!),
smakuje jak wyborne danie w najlepszej restauracji świata.

Uważam jednak, że nadal trzeba głośno powtarzać, że mamy przyzwolenie na to, żeby mieć gorsze dni, żeby narzekać, żeby opowiadać o tym, że pewne rzeczy nas przerastają i że czasem mamy wszystkiego dość. Dni, w których chcemy zapakować dzieci w kapsułę, i wystrzelić w kosmos na tydzień!! I marzę, żeby w końcu ktoś wymyślił taką reklamę, w której zwykłe Kobiety takie jak Ty i Ja zmagają się z rzeczywistością, a ktoś klepie je po plecach i głębokim, spokojnym głosem Krystyny Czubówny zapewnia: masz prawo tak czuć, masz prawo tak myśleć, to jest normalne. I pamiętaj, nie jesteś sama.

Dlatego dzisiaj, wirtualnie Cię ściskam i klepię po plecach, mówiąc: nie bądź dla siebie taka surowa, odpuść trochę. Robisz więcej, niż Ci się wydaje. Masz prawo mieć gorszy dzień, masz prawo narzekać, masz prawo mieć dość. ❤ ❤ ❤

 

lifestyle

jestem hejterem, dla mnie znaczysz niewiele…

Hejt, plaga XXI wieku. Gorsza niż plagi egipskie wszystkie razem wzięte.  Oprócz internetowych troli,  którzy dowalą Ci „dobrym” słowem, ludzie plują jadem wszędzie gdzie popadnie, czasem na oślep byle tylko opluć.. Oczywiście łatwiej jest zionąć nienawiścią wirtualnie, niż stanąć twarzą w twarz do poważnej dyskusji. Nie ma nic złego w wypowiadaniu swojej opinii i swojego zdania.  Rzekłabym nawet, że jest to niezbędne, a nawet bardzo zdrowe. Problem pojawia się wtedy, gdy zostaną przekroczone pewne granice. Granice szacunku, poszanowania godności drugiego człowieka oraz prawa do posiadania własnego zdania i do bycia sobą.

Ale wróćmy do początków.Co to jest hejt? Słowo hejt to spolszczony wyraz z języka angielskiego „hate” czyli nienawiść. Hejtem określa się działanie które jest pełne nienawiści, agresji, złości. Jest to głownie forma słowna, jednak popularne są też memy czy krótkie filmiki. Pojawia się na portalach społecznościowych, oraz wszędzie tam gdzie ludzie dyskutują, czy pojawiają się publicznie. Kilka tygodni temu kiedy zaczęłam wychodzić do ludzi z pisaniem, najbardziej bałam się właśnie odbioru. Tego co powiedzą i pomyślą inni. Tego jak zostanę oceniona i właśnie tego słynnego ostatnio hejtu. Potem jednak pomyślałam, że ludzie będą mnie oceniać tak czy inaczej, niezależnie od tego co zrobię. Zawsze znajdzie się ktoś, komu coś nie będzie pasowało.

Kiedy swój pierwszy tekst ” być Kobietą „udostępniłam na jednym z portali społecznościowych, spodziewałam się różnych opinii. Byłam gotowa na to, że nie każdy będzie się ze mną zgadzał. Czułam się jednak mega podekscytowana, że będzie można na ten temat podyskutować. W kilka chwil po naciśnięciu „udostępnij” pojawił się pierwszy komentarz. Autorką była dziewczyna której nie znam, a Jej wypowiedź  brzmiała:„kup se mózg”.

DSC_0728
hejtujesz z internetu jesteś taki odważny…

Wpis został usunięty bardzo szybko, chyba przez samą komentującą. Skłamałabym mówiąc, że Jej słowa mnie nie dotknęły.. Jednak tylko na krótką chwilę. Bo autorka chyba nie pomyślała, że to w jaki sposób się wypowiada, świadczy tylko o niej samej. Może artykuł trafił celnie w czułe punkty i stąd taka treść. Kolejnym „serdecznym słowem” zostałam uraczona tym razem przez jednego z Panów. Mój kolejny artykuł ” you know you’re Irish when..”  miał w tytule błąd . Jego pierwotna wersja  brzmiała:” you know you Irish when…”. Pan X w komentarzu napisał, żebym podszkoliła sobie język i nawet pokusił się o wytłumaczenie mi że tytuł brzmi: Ty wiesz Ty Irlandczyk kiedy.. Na ponad 530 wejść na mój blog tego dnia (yay!!! 🙂 ) nikomu to nie przeszkadzało. O ile zwrócenie mi uwagi na błędy jakoś przełknę ( choć bronię się rękami i nogami 😉 ) to już sposób wypowiedzi i słowa które zostały użyte w tym komentarzu rozzłościły mnie strasznie. Czy naprawdę tak ciężko jest życzliwie napisać o tym że jest błąd? Wszak jesteśmy tylko ludźmi i każdy z nas błędy popełnia. Czy nie można w kulturalny sposób wyrazić swojej opinii ? Czy naprawdę musimy „rzygać” na drugiego człowieka nienawiścią i agresją i chamstwem.

Te komentarze były nieprzyjemne. Nie będę zgrywać bohaterki pisząc że spłynęły po mnie jak po kaczce. Ale kiedy następnym razem oplujesz kogoś jadem, zastanów się czy takim samym jadem chcesz zostać opluta/y? Jeśli coś Cię nie interesuje, po co marnować energię i tracić cenny czas na uszczypliwości?  Czy dzięki temu poczujesz się lepiej? ” Czy Twoje samopoczucie się polepszy? Poszukaj czegoś co Cię interesuje, i na tym się skup. Nigdy nie wiesz kto siedzi po drugiej stronie, i jak Twój komentarz na kogoś wpłynie.
I nie mów mi, że jeśli ktoś nie jest odporny na krytykę nie powinien się udzielać w internecie czy publicznie.  Nie zwalaj odpowiedzialności za swoje chamstwo, prostactwo i brak kultury na innych.  Pokaż że masz klasę. Weź odpowiedzialność za siebie i swoje słowa.
Bo świadczą one tylko wyłącznie o Tobie, nie o innych. Nie każdy będzie miał w….e jak  Taylor Swift w piosence „Shake it off” .Nie zamierzam przestać pisać mimo tego, że ludzie będą mnie oceniać. Pewnie popełnię jeszcze tysiące błędów (a już na bank w stawianiu przecinków!! 😀 ) Na pewno z czasem nabiorę dystansu do tych negatywnych komentarzy.
Ale przeraża mnie fakt, że moje dziecko dorasta w takim właśnie Świecie. Gdzie dzieciaki od najmłodszych lat pokazują sobie środkowe palce, wyzywają i obrażają. Kiedy słyszę jak córka mówi, że ktoś powiedział na Nią coś brzydkiego, zawsze powtarzam że Ona nie ma z tym nic wspólnego.  Jest to jedynie wizytówka osoby która tak mówi, często spowodowana zazdrością i zawiścią i brakiem kultury. Pamiętam jednak z dzieciństwa, że pierwszą reakcją na tego typu docinki jest obwinianie siebie samych. Pojawiają się myśli typu „skoro tak o mnie mówią, to znaczy że mną jest coś nie tak” Przecież to my dorośli uczymy dzieci na swoim przykładzie relacji międzyludzkich. To w jaki sposób się do siebie odzywamy, jak traktujemy innych ma je przygotować  i nauczyć poruszania się w Świecie dorosłych. Także dziękuję, nie hejtuję. Bo kto dał nam  prawo by oceniać innych? Mówić jacy są, co mają czuć, jak wyglądać, jak pisać, co robić,  co ubierać ???
Żyj i daj żyć innym.

Także peace & love people!!! ❤ ❤ ❤ ❤ ❤ ❤

lifestyle

„Leżę i pachnę”

DSC_0124

 

Kiedy ostatnio miałaś własnie taki dzień? W którym robiłaś „nic”. Albo przynajmniej tylko to na co miałaś ochotę? Totalny chill out… Dzień w którym zdrowy egoizm wziął górę i nie liczyło się nic innego jak Ty, Twoje samopoczucie, Twoje potrzeby? Gdyby nagle pojawiła się u Ciebie wróżka z krainy Czasolandia i podarowała Ci dwie dodatkowe godziny, na co byś je przeznaczyła?

Jestem przekonana, że większość z Was odpowiedziałby że na sprzątanie. Tak przyznaję się bez bicia, że sama do tej grupy należę. My Kobiety mamy to do siebie, że swoje potrzeby ignorujemy i przekładamy ponad potrzeby innych. Z pokolenia na pokolenie, przekazywana jest nam w spadku umiejętność gotowania, sprzątania, prania, prasowania i dogadzania wszystkim, ale nie sobie. Wysysamy z mlekiem matki ideę poświęcenia się dla dobra innych ( jakby czekała nas za to jakaś nagroda). Uśmiechamy się przy tym sztucznie mówiąc, że wszystko jest ok. Trzymamy się sztywno zasad, reguł i schematów które same sobie stworzyłyśmy, albo wyniosłyśmy z domu rodzinnego. A za ich złamanie karzemy siebie poczuciem winy i wyrzutami sumienia. Bo powiedz, kto nas zmusza, gotować dwudaniowy obiad? Kto nam karze sprzątać na błysk cała chatę, pracując przy tym zawodowo na cały etat? Zbierać okruszki, odkurzać, wieszać równo franki, zmywać po wszystkich domownikach? No kto? A  gdzie w tym wszystkim jesteś Ty sama? Kiedy ostatnio miałaś czas na poczytanie książki, na ploty z koleżanką, na to by zrelaksować się w wannie pełnej pachnącej piany, popijając przy tym ulubionego drinka? Na wyjście do kina, do teatru, może na długi spacer do parku, albo na koncert o którym tak długo marzyłaś?  Żadna z nas nie planuje tak doskonale „me, myself & I time” , jak planujemy zakupy, sprzątanie czy gotowanie dwóch obiadów bo każdy chce coś innego. Co sprawia, że stawiamy siebie na szarym końcu kolejki, popiskując cichutko, że mnie też się coś od życia należy. I wiesz co? Może czas najwyższy przestać cichutko popiskiwać, tylko  ryknąć jak lwica: JA TEŻ JESTEM WAŻNA!!!  Warto jest zrobić coś dla siebie. Coś co sprawi że naładujesz baterie, że poczujesz się lepiej.Niech to się stanie Twoim rytuałem, Twoim magicznym czasem w którym liczysz się tylko Ty. Takie SPA dla duszy i ciała. Zacznij małymi kroczkami. Zapisz w kalendarzu dzień, godzinę i co dokładnie będziesz robić, a potem po prostu to zrób. Jeśli sama o siebie nie zadbasz, to nikt o Ciebie nie zadba. Szanuj siebie, swoje potrzeby, pasje. Dbaj o swoje samopoczucie, przyjaźnie o tą cudowną Kobietą którą jesteś! Kup sobie kwiaty, idź do ulubionej kafejki albo do pub-u.

Obiecaj mi że zaczniesz od dzisiaj.

Zgoda?

lifestyle

Być Kobietą.

Zainspirowały mnie ostatnio książki Pauliny Młynarskiej. Ponieważ jestem na drodze poszukiwania swojego ja i swojej życiowej ścieżki, czytam dużo. Pozycje, które ostatnio dosłownie pochłonęłam żywcem, to „Jeszcze czego!” i „Poradnik / Odradnik na błędach”. Czyta się je z przyjemnością i lekkością. Dosłownie esencja tego, co chciałabym usłyszeć, zanim swoje życiowe błędy popełniłam.

Zaczęłam się zastanawiać nad rolą Kobiety, która często jest sprowadzana tylko do bycia Matką, Żoną, albo definiowana przez mężczyznę. Przykłady zaczerpnięte z domu rodzinnego jak np. jedziemy do Dziaków. O ile pamiętam, jest jedna Babcia i jeden Dziadek, a nie dwóch Dziadków.Lub przykłady z najbliższego otoczenia np.: mają do nas przyjechać Marki. Jakie znowu marki ja się pytam ? Nocne marki ? Przecież w parze jest Ewa i Marek …
A kiedy słyszę: no co Ty, nie bądź baba! Mam ochotę krzyczeć, a właśnie może jednak bądź!!bądź jak baba!!! Która bardzo często jest silną, mądrą Kobietą, która radzi sobie w wielu sytuacjach samodzielnie!! Z dzieciakami, pracą na cały etat, pasjami i jeszcze wygląda jak laska z rozkładówki Playboy’a.

Mężczyźni, chcą wychować swoje córki na silne Kobiety, które dają sobie radę w życiu. Jeśli już chodzi o partnerkę, to olaboga! Nie daj Boże trafić na taką, co ma swoje poglądy, nie siedzi cicho jak myszka pod miotłą, lubi rzucić siarczyste kurwa, trzasnąć drzwiami jak trzeba, a kiedy ma dość, pójść w pizdu. To wtedy drodzy Panowie, na pytanie o powód rozstania mówicie: bo to zła Kobieta była 🙂
Pomyślcie tylko, jakby taki Mężczyzna powiedział: wiesz, nie potrafię sobie poradzić z faktem, że jest mądra, oczytana, samodzielna i dobrze sobie radzi, nie tylko na polu zawodowym, ale ogólnie w życiu. Poza tym wie, czego chce w łóżku…no ja się po prostu boję. Bo najczęściej niestety jest tak, że ci Mężczyźni to mądrzy są tylko w przysłowiowej gębie, ale jak przyjdzie co do czego to już lipa. Oczywiście nie twierdzę, że wszyscy tacy są, ale, odważę się powiedzieć, że wielu.

W mojej rodzinie występuje model rodziny patriarchalnej. Nasiąknęłam tym do szpiku kości. Nie-zno-szę!!! W takim modelu rodziny, koło mężczyzn się skacze, dba o nich kosztem swoich potrzeb, swoich marzeń, swojego cennego czasu. Mają większe prawa w podejmowaniu ważnych decyzji. Gotuje się im obiadki, opiera, sprząta, podaje wszystko na tacy, jeszcze z tej tacy zbiera, pytając oczywiście, czy aby na pewno dobre było. Oczywiście nie mam nic przeciwko gotowaniu dla przyjemności, czy po to, żeby zaskoczyć partnera dobrym domowym posiłkiem, ale gotowanie, bo muszę, bo przyjdzie z pracy zmęczony, a ja przecież siedzę w domu i nic nie robię. Najczęściej jest to Kobieta, na którą spadły wszystkie obowiązki domowe, plus wychowanie wspólnych dzieci.
Been there done that.
Nie dziękuję!
Sama tę tradycję przerwałam. Powiedziałam stanowcze nie!
Zajęło mi to dość dużo czasu, ale było warto. Na to, że zdecydowałam się odejść od „partnera”, miały też wpływ inne czynniki, ale byłam bardzo nasiąknięta tym, że to mężczyzna jest ten ważniejszy i silniejszy w związku i że to jemu się wszystko się należy. W pewnym momencie robiłam rzeczy, na które totalnie nie miałam ochoty. Które budziły mój sprzeciw, ale wpojone w dzieciństwie schematy, plus obserwacja związków ludzi, którzy mnie otaczali, utrwaliła we mnie wiarę, że tak właśnie jest.
I ulubione zdanie, które słyszałam dość często „no tak jest i co zrobisz?” Albo moja perełka i rada, którą usłyszałam „zawrzyj gębę na kłódkę, a potem zrób swoje”.
Żyłam w takim związku przez 10 lat, gdzie służyłam uprzejmie, bo Wać Pan ważniejszy. Coś jednak zaczęło się we mnie burzyć, w środku wszystko krzyczało, że tak nie powinno być. Że mam prawo do swojego czasu, do swoich pasji, do braku ochoty na dogadzanie wszystkim naokoło, do braku ochoty na seks na głupie docinki i bycia cicho, tylko po to, by nie urazić jaśnie pana… Mam prawo do bycia sobą, a nie do bycia tym, kim uczono mnie, że powinnam być. Żyję nie tylko po to, by sprzątać, gotować i opiekować się dzieckiem, że to wszystko nie definiuje mnie jako Kobiety, przecież musi być coś więcej!! Trwałam w tym przez dobre 10 lat, a potem odeszłam.Na odchodne usłyszałam: odeszłaś? To radź sobie sama.Przeżyłam, daję sobie radę i jest mi z tym dobrze. Zdarzają się momenty, kiedy mam wszystkiego dość, kiedy mam chwile zwątpienia, ale nie jestem już niczyim popychadłem.

Obecnie nie mam partnera, co nie znaczy, że nie chcę go mieć. To nie znaczy, że nie potrafię być w związku, że jestem wybredna i stawiam zbyt wysoko poprzeczkę, że skreśliłam mężczyzn i nie wpuszczę już nikogo, do swojego życia. To po prostu oznacza, że szanuję siebie, swoje potrzeby. Nauczyłam się, że mam prawo czegoś oczekiwać, że moje miejsce nie jest w przysłowiowej kuchni przy garach (chyba że sama tak zadecyduję, bo tak mi się podoba). Nie muszę już być kurą domową albo w związku, w którym jestem określana jako Zenki, Dawidy, czy Michały.

Jestem Kobietą, mam na imię Agata, i moje miejsce jest tam, gdzie sama zadecyduję, że jest. W końcu ja jestem odpowiedzialna za swoje szczęście i za siebie. Ja jestem dyrektorką swojego życia i urządzam je po swojemu. Już nie zgodzę się na związek z byle z kim, byle jak, byle gdzie, byle był. Nie zgodzę się na związek z obawy przed samotnością, czy z lęku przed oceną innych. Dla mnie bardzo ważny jest związek z sama sobą, bo od tego zależą relacje z innymi. Gdybym nie odeszła od mojego byłego już „partnera”, byłabym zgnuśniałą kobietą, pozbawioną radości z życia. Wegetującą u boku faceta, który nie szanował mnie jako człowieka, Kobiety, nie szanował moich potrzeb i odrębności. Nie dowiedziałabym się, wszystkiego tego, co o sobie wiem teraz. I tak sobie myślę, że może jednak jestem wybredna, może wysoko stawiam poprzeczkę. Do tego tez mam prawo. Do bycia Kobieta z potrzebami. A już na pewno na właściwej drodze, by je wszystkie spotkać.

DSC_0001